środa, 17 lipca 2013

47. Brak pracy = szajba

Nie jest ze mną dobrze, kiedy nie mam jasno określonych obowiązków... Nigdy nie spałam dłużej niż do 8, nawet w wolne dni - dzisiaj obudziłam się o 9... Nie potrafię się skupić na książce, uczę się angielskiego z podręcznikiem i programem - ale ile można? Plusem dnia dzisiejszego jest to, że poprawiłam (czytaj: zszyłam i przeszyłam) sukienkę tak, jak od dawna chciałam. Chyba znajdę w szafie wszystkie pozostałe ubrania, które miały jakieś drobne usterki i rozpocznę świetlaną karierę krawcowej --".


Rano (o ile to można jeszcze rankiem nazwać) zrobiłam SKALPEL i było w sumie naprawdę sympatycznie, nadal wysiadam szczególnie z tym wypadem nogi w przód i w tył, ale powoli, powoli chyba moje mięśnie jednak się wzmacniają. Włączyłam sobie energiczną muzykę, bo w sumie polecenia Ewy znam już prawie na pamięć i bardzo przyjemnie mi się ćwiczyło. Pogoda za oknem była piękna, aż chciało się wyjść, ale przełożyłam ten zamiar na jutro. Zrobię mały obchód po osiedlu,żeby zobaczyć, gdzie ewentualnie mogłabym pobiegać. Widzicie, z moim bieganiem jest tak, że nigdy nie biegałam w mieście :P Zawsze po dobrze znanych leśnych ścieżkach, ewentualnie plaży - ale to i tak tylko z kimś albo za bardzo jasnego dnia. Boję się ludzi w lesie, za dużo świrów spotykam. Ale mam zamiar zacząć truchtać i biegać, tylko potrzebuję jakich utartych szlaków w okolicy, nawet jeśli miałyby to być kilometrowej długości monotonne kółka. Poza tym w moim umyśle pojawiło się do razu pytanie: co się robi podczas biegu z kluczami?:P W tak ciepłe dni jak teraz, kiedy nie ma się bluzy ani kieszeni? Widziałam sympatyczne spodenki z zamykaną kieszonką na stronie Decathlonu, jednak zainwestuję w nie dopiero wtedy gdy będę pewna, że się przydadzą :)

Hit dnia dzisiejszego w kategorii żywność to potraktowany blenderem banan i dwie brzoskwinie, które pięknie skomponowały się z maślanką. Żadnego cukru, nic - a słodkie jak samo niebo :P

wtorek, 16 lipca 2013

46. Ryba wpływa na wszystko! :)


Zainspirowała mnie do tego zachwytu makrelka, którą wcięłam na kolację. Uwielbiam ryby, wszelkie ryby w rożnych postaciach, choć bez przesady - są takie przepisy, które uważam za marnotrawienie pysznego mięska. Generalnie to zawsze mam silne postanowienie zrobienia czegoś z makreli, odkrycia nowego przepisy, jakiejś sałatki, nowej pasty itd. - a zazwyczaj i tak kończy się na przełożeniu jej na talerz i powolnym wcinaniu tak, o! :P Można odebrać mi słodycze i czekoladę, ale niech nikt nie waży mi się odebrać tych przysmaków! Ludzie mówią, że dzięki temu widać, ze jestem znad morza ;] Bullshit, wśród moich znajomych z rodzinnych stron przeważają ci z awersja do ryby. Jestem jaka jestem i tyle. Cała moja familija zresztą uwielbia ryby morskie zwłaszcza, może kwestia wdrożenia od małego tu zaważyła. Wiem w każdym razie jedno - ryby są zdrowe i pyszne, i można je zrobić na tysionspinćet różnych sposobów, tak żeby każdemu dogodzić. No i co ważne - są dobre dla takich jak ja, chcących zrzucić wagę i zdrowo się odżywiać. A dla tych, którzy boją się ości polecam własnie ryby morskie, szczególnie flądry. Makrele, śledzie też są ok. 

Poza tym reszta dnia też w sumie dietetycznie - rano otręby z jogurtem naturalnym i brzoskwinią a na obiad gotowany kalafior i brokuł. Tym razem zrezygnowałam z ukochanej bułki tartej na rzecz ograniczania tłuszczu, który wchłania :( Ale i tak było dobre! :) Zmierzam też do końca butelki wody mineralnej, którą zaczęłam rano, więc i na tym polu jest sukcesik. To dobry dzień :) 

Dziś znowu ćwiczyłam z Mel B, myślę że w przyszłym tygodniu muszę przedłużyć trening do tej 1h15minut, które wychodzą po dodaniu ćwiczeń ABS i ćwiczeń całego ciała. Myślę, ze mnie na to stać powoli, a trzeba "naciskać" to ciało jeszcze bardziej, żeby ugięło się pod moja mocą (buahahahaha!). Ekhm :) Skoro już przy Mel B jesteśmy to chciałam tylko powiedzieć, że te niewinnie wyglądające ćwiczenia na ramiona są killerskie! Ło mamusiu, ćwiczę z dwiema butelkami Cisowianki i nigdy bym nie pomyślała, że takie obciążenie przy kilkunastu podniesieniach w górę będzie mi się wydawało olimpijska sztangą! Miejmy nadzieję, że się wyrobię, bo chcę przejść na większe ciężary a póki co - mięśnie jak u komara....


poniedziałek, 15 lipca 2013

45. Dodajemy nowe postanowienie!


I to bardzo, bardzo, baaaaaardzo trudne. Nie wiem jeszcze nawet jak mi z nim pójdzie, no po prostu nie wiem ;] Chodzi mianowicie o alkohol i jego wpływ na efekty i trwanie samego treningu. Wczoraj z TŻ popijaliśmy szampana oglądając filmy, doprawiliśmy to winem i było bardzo sympatycznie - żeby nie było że się zalałam w trupa :) Ale dzisiaj, ćwicząc z Mel B... masakra jakaś. Brak woli współpracy w moich mięśniach, nic, zero, nul. Walczyłam z tymi leniwcami, tylko że wydawały się bardziej zmęczone niż wczoraj (zapomniałam dodać, ze niedziela była moim dniem wolnym od ćwiczeń). Ograniczyłam już i tak piwo, ale teraz... cóż ja mam począć? Jak to sformułować? Pozbawić się alkoholu nic, zero, kompletnie? Czy zostać np. przy lampce wina, półlitrowym piwie i jednym drinku? Nie chcę zostać kompletną abstynentką :( A z drugiej strony wiem, że to co popijam cofa mnie jakby w treningu i pracy nad własnym ciałem. 

Mimo wszystko - spróbuję. Najwyżej będę się mocno kajać, jeśli przekroczę obostrzenia. A więc 15 lipca niech będzie zapamiętany jako początek mojej względnej abstynencji (zostanę przy tym kieliszku wina:P). Kurczę, jeśli nie "wychodzi się na piwo", to na co wyjść ze znajomymi, żeby nie było tucząco?;] Jakieś propozycje? "Hej, ruda, co powiesz na wypad na sałateczkę na mieście?" :P 

Dzisiaj intensywne przeczesywanie internetu w poszukiwaniu ofert pracy, połowu współlokatora/lokatorki ciąg dalszy i generalna zabawa w hydraulika - rozpieprzyła nam się bateria przy wannie ;/ Przy okazji umyłam całą porcelanę i wannę, więc sumienie czyściocha też mam załatwione. 

Kurczę, trzeba w ogóle ruszyć tyłek bardziej bo mam wrażenie, że stanęłam w miejscu z efektami :(  Niebawem więc postanowień ciąg dalszy!

sobota, 13 lipca 2013

43. Przystanek "Lenistwo" :)


Nie od ćwiczenia co prawda, ale jednak... poleniuchowałam dzisiaj :D Cały dzień deszcz nie dawał o sobie zapomnieć, tworząc niezbyt miłą atmosferę, wiec z radością oddaliłam się w odrębny świat gier RPG :) Nareszcie skończyłam podstawkę Neverwinter Nights, którą zainstalowałam jeszcze gdzieś na jesieni i nie miałam czasu przysiąść. Ja wiem, że niektórzy ludzie (jak mój TŻ:P) mają alergię na elfy, krasnoludy i smoki - ale cóż, ja pałam żarliwą miłością od czasów pradawnych, więc z radością gram w innej rzeczywistości niż nasza. 

Zresztą, bardzo dużo tam motywatorów :D Jeśli jest się zwolennikiem ras pięknych i smukłych, jak elfy wszelkiego pokroju, trudno znaleźć wśród nich kogoś z nadwagą xD W Neverwinter Nights jedną z najsmutniejszych ról gra też wspaniała wojowniczka, Aribeth de Tylmarande, której avatar zawsze staje mi przed oczami, gdy mam ochotę chwycić miecz i kogoś nim zdrowo zdzielić :) 

Muszę powiedzieć, że dzisiaj trening z Jillian Michaels nie poszedł mi tak gładko jak wczoraj. Może to kwestia pogody, może ogólnego samopoczucia które nie jest najwyższych lotów, ale byłam momentami bardzo zmęczona. No i nie dodałam tak jak wczoraj ćwiczeń Mel B, żeby się dobić bo miałam dość już po tej pół godzinie. Może zaraz, na dobranoc, dorzucę jakieś brzuszki i pompki? Sumienie mniej by bolało :P

Szukam dalszych urozmaiceń treningowych i postanowiłam zapoznać się z tym magicznym Insanity. ŁO MATKO PRZENAJŚWIĘTSZA, RATUJ NAS, MALUCZKICH!!! o.0 Trzeba być naprawdę szalonym, żeby do tego podejść, ale oczywiście wizja skończenia tego treningu zabłysnęła mi przed oczami jako piękna zdobycz :) Ale, ale... trzeba mierzyć siły na zamiary. Na razie męczę się przy takich mało ruchliwych zestawach, jak do tej pory, więc Insanity by mnie zabiło. Po drugie - potrzeba tam jednak nieco większej przestrzeni niż ten metr pomiędzy wersalką a biurkiem w moim pokoju :P Odkładam więc na razie z nabożnym podziwem ten zestaw na półeczkę, czekając aż moja kondycja pozwoli mi nie wyzionąć ducha przy pierwszym teście :) 
A propos kondycji, myślę nad zakupem skakanki. Pamiętam, że zawsze była moją zmorą, nienawidziłam skakania jako dziewczynka i nigdy mi to nie wychodziło - więc może byłaby fajnym sposobem na pozbycie się zadyszki i zrzucenie zbędnego balastu? Tylko znowu - jak ja to w bloku sąsiadom mam niby zrobić? :) Może powinnam zastanowić się nad wchodzeniem na teren pobliskiej podstawówki, maja tam tartan, więc ie obciążałabym tak kolan. Może, może.

Edit:
Dorzuciłam jeszcze 200 sztuk różnorakich brzuszków, minutę planka, i po 40 "machnięć":P na każdą nogę z  dwóch ćwiczeń na pośladki ze Skalpela. Teraz mogę iść w spokoju spać :P

piątek, 12 lipca 2013

42. Deszczowo mi.

Hej, hej, hej - pada cały dzień! I nie jest mi z tym źle, brakowało już tego deszczu. nie m burzy, nie ma gradu, klęski żywiołowe omijają to pobłogosławione zapachem piernika miasto. Co prawda ciśnienie poleciało na łeb, na szyję i poranna kawa była jak podłączenie się pod kroplówkę. 

Trochę przemęczyłam angielski, poszły kolejne dwa rozdziały podręcznika. Z racji odzyskania telefonu ośmieliłam się wysłać kilka życiorysów do potencjalnych pracodawców - ba, kto nie chciałby takiego skarbu jak ja? O dziwo, po godzinie dzwoni telefon - pan prezes fundacji do której aplikowałam - i jakoś tak burczy - pyta: "na jakie stanowisko pani aplikowała bo kilka ogłoszeń dałem". Odpowiadam spokojnie na jakie, pyta następnie o doświadczenie. Tłumaczę, że 8 miesięcy robiłam bezpłatne praktyki chcąc się czegoś nauczyć. Na co on : "to z czego pani żyła przez ten czas? rodzice?" xD No to mnie zgasił jak zużytego papieroska.  Cóż, trzeba się przyzwyczaić, zanim znajdę robotę pewnie jeszcze wiele takich rozmówek mnie czeka. 

Czas na meldunek postępów - wzięłam się dziś za 30 day shred z Jillian Michaels. Bardzo ciekawa odmiana, muszę tylko uważać na kolana bo znowu lewe w którymś momencie zaczęło pobolewać. nie mam oczywiście hantelków, ale wiedziona doświadczeniem nabytym z Mel B chwyciłam po prostu butelki z wodą, choć cholernie niewygodnie się je trzyma :) 

Jillian sama w sobie jest czymś pośrodku Ewy i Mel B :) Ma więcej energii niż ta pierwsza i jest mniej "rozwrzeszczana" niż druga :) Często zwraca uwagę na potencjalne błędy i dopinguje. Jednak gdy skończyłam te 27 minut to było takie "To już?!" i czując, że mam jeszcze zapas energii zrobiłam sobie 15 minut treningu całego ciała z zestawu Totally Fit Mel B. I wtedy już poczułam się spełniona :) Na pewno nie będę robić zestawi Michaels dzień w dzień, bo znudzi mi się tak samo jak Skalpel, ale mam kolejną alternatywę do swoich treningów. 

Na koniec i miły piąteczek jedna z piosenek, które często za mną ostatnio chodzą - Mela Koteluk "Spadochron". Miłego weekendu!

czwartek, 11 lipca 2013

41. Patam, patam, tam tam - czyli pieniądzory po-szły! ;P

Uśmiecham się przy tym, walcząc z grymasem nieszczęścia bowiem pieniądzorami okupiłam powrót mojego ukochanego telefonu w me łapki. Okazało się, że usterka była poważna i wybuliłam nieco. Następnie, żeby złagodzić smutki, kupiłam sobie pożądaną tego lata maxi spódnicę ;D A co!

Nawet Wam się pochwalę: ) Po lewej macie mój zakup, po prawej, do wglądu, lepsze zdjęcie z aukcji alledrogo :P Spódnica jest świetna, w 95% składa się z bawełny i czuć to w trakcie noszenia. Nie chciałam bardziej prześwitującej, jak te szyfonowe, bo.. no po prostu nie lubię i już ;] 
Ciekawostka jest też taka, że pas jest na tyle szeroki, że można oszukać system i ubrać ją jako sukienkę i nikt się nie spostrzeże ;D Ma też jeszcze jedną funkcjonalność - świetnie maskuje "naddatki" w tych okolicach, a kiedy już ich nie będzie to po prostu pas złoże na pół! Haha, Einstein ze mnie :P

Dzisiaj przerobiłam SKALPEL, a zaraz biorę się do zapoznawania się z treningami Jilian Michaels. Jeśli się spodobają to może włączę je do stałego rozkładu jazdy. Do dzieła zatem!

środa, 10 lipca 2013

40. Nadal bez telefonu ;/

Cóż, zgodnie z moim postanowieniem - jak już być bezrobotnym, to chociaż nie leniwym - wzięłam do łapki książkę z rozszerzonym angielskim i przerobiłam dwa rozdziały. notuję słówka, "frazale", potem przejdę głębiej w gramatykę. Staram się też czytać na głos wszystkie czytanki, żeby posłuchać własnej wymowy. Masakra, tyle lat niby człowiek uczył się tego języka a nie jest różowo. 

Skończyłam jakiś czas temu SKALPEL,  okazuje się że faktycznie dobrze mi robi częstsze przeplatanie go z innymi zestawami. Mimo to i tak w pewnym momencie kolano się odezwało, więc po prostu olałam na moment Ewę i wstawiłam sobie w to miejsce ćwiczenie z Mel B :P Ale potem już grzecznie powróciłam do wykonywania poleceń. Na koniec dodałam też sobie parę minut rozciągania, nóg szczególnie, bo ostatnio kłóciłam się z mamą "kto potrafi co zrobić" i okazało się, że przegrywam z mamuśką :P no, dla ścisłości należałoby dodać że byłam akurat na alkoholowym kurażu, więc może nie było tak źle :P

Generalnie to tak jak pisałam wczoraj, jest jakoś ciężej się wziąć i zebrać. Grrr. Muszę też przede wszystkim przez wakacje wypracować sobie jakąś nową metodę żywienia, bo z aktualną raczej nie schudnę. Mięśnie się wypalają, czuję  że są elastyczniejsze i mocniejsze ale tłuszczyk jak był tak jest chyba. Ale będziemy z tym walczyć :))

wtorek, 9 lipca 2013

39. Podsumowanie czerwca :)


No tak, w sumie najwyższy czas na to :) W końcu już pierwszy tydzień czerwca za nami, drugi prawie w połowie, więc trzeba się ogarnąć. Dzisiaj podsumowanie tylko treningowe, bo tak jak już wczoraj wspomniałam, wymiary zdejmę później :) Jak wyglądał mój miesiąc zobaczycie najlepiej na "kartce z kalendarza" poniżej:




















Podsumowując więc:
- 6 dni wolnych - trochę za dużo, ale dzień obrony i dzień na kaca po nim sobie łaskawie odpuszczam :P
- 2 x Mel B Totally Fit - robię pełen program dla przypomnienia, nie tylko ramiona czy brzuch :) Coraz  bardziej mi się podoba ten zestaw jako alternatywa dla Ewy.
- 2x 6x5 Ewy Chodakowskiej - nie wkręciłam się w to za bardzo, ale głównie ze względu na dolegliwości kolana, może w lipcu przyjrzę się temu bliżej.
- 3x TBC - czyli zdecydowanie moje ulubione zajęcia na fitnessie :) (ups, co mi przypomina, że czas wykupić nowy karnet... :P>
- 1x BPU - inne zajęcia na fitnessie, nie oceniam ich jednoznacznie bo były z inną prowadzącą i to chyba ona  mi nie przypadła do gustu ze swoim stylem po prostu.
- 1x Killer Ewy Chodakowskiej - nie powiem, nie powiem - męczący i energiczny ;] tylko sąsiadom za mocno tupię :P
- 1x Skalpel II Ewy - dała mi tu taki wycisk, że ho ho ho. Musze spróbować zrobić go jeszcze raz bo  wypadł na początku miesiąca kiedy byłam prawdziwym truchełkiem :P
-15x Skalpel Ewy - od niego zaczęłam i polubiłam, choć zaczął obciążać zbytnio lewe kolano. Po jakimś czasie jak zresztą widzicie zaczęłam kombinować z czymś nowym. nie wiem jeszcze w jakim kierunku pójdę dalej bo mam wciąż za małe rozeznanie :)

Jeśli chodzi o jedzenie, to nie było zbyt dietetycznie. Są oczywiście pewne zmiany na plus, jak np jedzenie śniadań czy ograniczenie tłuszczy ale ciągle mam w sobie "głód". Piję więcej wody, jeśli herbaty to liściaste i owocowe. Z kawy jednak nie jestem w stanie zrezygnować :))

Ech, taki właśnie był czerwiec;] Dziś poleciał znowu zestaw Mel B, ale zmachana i spocona byłam strasznie. Ciągle się wdrażam w rytm ćwiczeń po pobycie u rodziców;/ Leniuch jeden ;]

Dobranoc!

poniedziałek, 8 lipca 2013

38. Wznawiamy nadawanie po przerwie :)

Primo: jeśli dziwi Was numeracja posta to macie absolutną rację ;] Zastanawiałam się jak po przerwie w pisaniu to wszystko uregulować, pisałam dotychczas każdego dnia i chciałam zachować ten ciąg - żeby unaocznić sobie i Wam ile już trwa moje lepsze życie :P Dlatego po tygodniowym urlopie - witam z powrotem! 

Kilka słów relacji zatem - pod koniec czerwca stałam się szczęśliwą magister nauk politycznych z piątką na dyplomie ;] Obrona była czystą przyjemnością, promotor wydawał się być wzruszony, podobnie jak i my;] Potem był bardzo sympatyczny wieczór w gronie znajomych ^^ Następnie wyruszyliśmy z TŻ na północ kraju, nacieszyć trochę rodziców moja obecnością a siebie - widokiem i zapachem morza ;] Ostatecznie morza nie było wcale tak dużo, ale na świeżym powietrzu przebywałam praktycznie cały dzień :)

W sumie to trochę się obijałam jeśli chodzi o ćwiczenia, ale tak to jest że w czyimś domu, zwłaszcza jeśli jest się w gościnie u rodziców, ciężko zabrać godzinę dla siebie. Raz zrobiłam skalpel, raz zaliczyliśmy rowerową wycieczkę na 17 km, a 4 lipca byłam pierwszy raz w Koszalinie i Mielnie. Niby po sąsiedzku a nigdy nie zawitałam ;] Nie włączaliśmy endomondo, ale parę "klocków" podczas zwiedzania na pewno wpadło. Ogółem więc nie czuję się tak bardzo winna :)

Inna sprawa, to oczywiście kuchnia i pobyt u mamusi. Ja pierdzielę, nie wiem czy ja z tego wyrosnę kiedykolwiek. W rodzinnym domu dostaje małpiego rozumu na widok tego całego jedzenia i zachowuję się jakbym sama chciała zostać lodówką ;P Było i tak lepiej niż zawsze, ale gorzej niż w Toruniu. Trzeba będzie to nadrobić. 

Dzisiaj na dzień dobry rzuciłam zestawem Mel B. Potrzebowałam dobrej energii i te ćwiczenia rzeczywiście mi jej dodały. Popsuł mi się telefon, współlokator uciekł, z ofertą pracy jeszcze nie odpowiedzieli. Ech, oby tydzień skończył się znacznie lepiej. 

PS. rodzice powiedzieli, że na pierwszy rzut oka widać że ćwiczę :D Udawałam, że im nie wierzę, ale uchachałam się w duchu ;] Nie są z gatunku tych, co słodzą bez powodu ;P 

PSS Nie mierzę się teraz, bo znów przyszedł wiadomy czas w miesiącu i czuje się "napompowana", ale za tydzień uaktualnię wyniki ;]
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...