Nie jest ze mną dobrze, kiedy nie mam jasno określonych obowiązków... Nigdy nie spałam dłużej niż do 8, nawet w wolne dni - dzisiaj obudziłam się o 9... Nie potrafię się skupić na książce, uczę się angielskiego z podręcznikiem i programem - ale ile można? Plusem dnia dzisiejszego jest to, że poprawiłam (czytaj: zszyłam i przeszyłam) sukienkę tak, jak od dawna chciałam. Chyba znajdę w szafie wszystkie pozostałe ubrania, które miały jakieś drobne usterki i rozpocznę świetlaną karierę krawcowej --".
Rano (o ile to można jeszcze rankiem nazwać) zrobiłam SKALPEL i było w sumie naprawdę sympatycznie, nadal wysiadam szczególnie z tym wypadem nogi w przód i w tył, ale powoli, powoli chyba moje mięśnie jednak się wzmacniają. Włączyłam sobie energiczną muzykę, bo w sumie polecenia Ewy znam już prawie na pamięć i bardzo przyjemnie mi się ćwiczyło. Pogoda za oknem była piękna, aż chciało się wyjść, ale przełożyłam ten zamiar na jutro. Zrobię mały obchód po osiedlu,żeby zobaczyć, gdzie ewentualnie mogłabym pobiegać. Widzicie, z moim bieganiem jest tak, że nigdy nie biegałam w mieście :P Zawsze po dobrze znanych leśnych ścieżkach, ewentualnie plaży - ale to i tak tylko z kimś albo za bardzo jasnego dnia. Boję się ludzi w lesie, za dużo świrów spotykam. Ale mam zamiar zacząć truchtać i biegać, tylko potrzebuję jakich utartych szlaków w okolicy, nawet jeśli miałyby to być kilometrowej długości monotonne kółka. Poza tym w moim umyśle pojawiło się do razu pytanie: co się robi podczas biegu z kluczami?:P W tak ciepłe dni jak teraz, kiedy nie ma się bluzy ani kieszeni? Widziałam sympatyczne spodenki z zamykaną kieszonką na stronie Decathlonu, jednak zainwestuję w nie dopiero wtedy gdy będę pewna, że się przydadzą :)
Hit dnia dzisiejszego w kategorii żywność to potraktowany blenderem banan i dwie brzoskwinie, które pięknie skomponowały się z maślanką. Żadnego cukru, nic - a słodkie jak samo niebo :P










