Cóż, zgodnie z moim postanowieniem - jak już być bezrobotnym, to chociaż nie leniwym - wzięłam do łapki książkę z rozszerzonym angielskim i przerobiłam dwa rozdziały. notuję słówka, "frazale", potem przejdę głębiej w gramatykę. Staram się też czytać na głos wszystkie czytanki, żeby posłuchać własnej wymowy. Masakra, tyle lat niby człowiek uczył się tego języka a nie jest różowo.
Skończyłam jakiś czas temu SKALPEL, okazuje się że faktycznie dobrze mi robi częstsze przeplatanie go z innymi zestawami. Mimo to i tak w pewnym momencie kolano się odezwało, więc po prostu olałam na moment Ewę i wstawiłam sobie w to miejsce ćwiczenie z Mel B :P Ale potem już grzecznie powróciłam do wykonywania poleceń. Na koniec dodałam też sobie parę minut rozciągania, nóg szczególnie, bo ostatnio kłóciłam się z mamą "kto potrafi co zrobić" i okazało się, że przegrywam z mamuśką :P no, dla ścisłości należałoby dodać że byłam akurat na alkoholowym kurażu, więc może nie było tak źle :P
Generalnie to tak jak pisałam wczoraj, jest jakoś ciężej się wziąć i zebrać. Grrr. Muszę też przede wszystkim przez wakacje wypracować sobie jakąś nową metodę żywienia, bo z aktualną raczej nie schudnę. Mięśnie się wypalają, czuję że są elastyczniejsze i mocniejsze ale tłuszczyk jak był tak jest chyba. Ale będziemy z tym walczyć :))
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz