Dziś postanowiłam wprowadzić innowację i po raz pierwszy przeszłam trening z Mel B. Co prawda o części z moich ćwiczeń powiedzieć "przeszłam" to akurat trafne stwierdzenie, bo mięśnie się buntowały ;] Szczególnie ramiona - te to mam wątlutkie, oj wątlutkie. Tak jak na TBC dostaję śmiechobólów przy wielokrotnym podnoszeniu ciężarków tak było i tym razem - tyle że z Mel B korzystamy z butelek z wodą. W moim przypadku dwie Cisowianki bolały nawet bardziej niż fitnessowe ciężarki :)
Jakie wrażenia? Po pierwsze rozumiem dziewczyny, które widza podobieństwa między treningami Ewy i Mel B. Ok, są elementy podobne, wręcz takie same (unoszenie bioder przy leżeniu na plecach np.), ale po treningu Ewy czuję się zupełnie inaczej niż dzisiaj. Raz, że ćwiczyłam trochę dłużej (posklejane filmiki "Spajsetki" zajęły mi ok. 1h 20 min, a dwa że rytm ćwiczeń i angażowane mięśnie są jednak trochę inne. Po Skalpelu czuję głównie ból mięśni z przodu uda (kiedyś już o tym pisałam), co związane jest z licznymi przysiadami i półprzysiadami. Po dzisiejszych ćwiczeniach z kolei poczułam tył ud i znacznie bardziej pośladki niż przy ćwiczeniach z Ewką.
Poczucie humoru Mel B rzeczywiście jest zaraźliwe, ale jak na pierwszy raz z jej instruktażem, to szczerze mówiąc zaczynało mnie to aż nieco denerwować ;] Ruchoma kamera i niezbyt rozbudowane opisy ćwiczeń niezbyt mi sprzyjały, gubiłam się (żeby lepiej wczuć się w moją skórę wyobraźcie sobie wąski pokój - na biurku stoi laptop z filmem a ja leżąc na podłodze niezdarnie próbuję lukać co akurat na ekranie robią :P).
Nie będę podejmować wyboru, który z zestawów jest lepszy lub gorszy - uznaję, że każdy ma swoje "coś". Przyznam też, że do SKALPELA po prostu zaczynałam się przyzwyczajać powoli i nie ukrywam, że chyba przez to czuję się w nim lepiej.
Na razie wgrywam też film, przy którym ćwiczę, na YT - może Wam też się przyda ;] Podrzucę linka później.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz