Ekhm.. pragnę usprawiedliwić powyższy tytuł kompletnym dołem egzystencjalnym, w którym spotykają się na rozdrożu kwestie zakończenia szkoły, poszukiwania pracy, stażu - czegokolwiek. Magisterka przyprawia mnie o dreszcze, ale wizja bezrobocia lub utrzymywania się z czegoś czego nienawidzę - mdłości. Byłam dziś na rozmowie kwalifikacyjnej związanej ze sprzedażą, co nie jest moim ulubionym zajęciem, a na pewno nie życiowym targetem, ale jak mówi ludowe przysłowie "lepszy rydz niż nic". Zwłaszcza, że choć mniej, to jeść jednak trzeba a mamusia z tatusiem finansowy kurek zakręcą jak Ruscy gaz. No i się miotam psycho-patologicznie czy brać co popadnie czy może szukać głębiej a dokładniej i osiąść w miejscu, do którego pasuję. No nie wiem, nie wiem, ale jest lekko depresyjnie :(
W ramach tego stanu emocjonalnego nawet SKALPEL wyszedł mi jakiś koślawy, zrobiłam bo zrobiłam, ale z takimi ruchami i takim, kur*a uśmiechem albo jego brakiem właściwie, że szkoda gadać. Ciśnienie niby wskoczyło oczko wyżej, krew ładnie krąży ale te magiczne endorfiny gdzieś chyba spieprzyły przede mną w obawie bezczelnego ich niedostrzeżenia.
Najważniejsze jednak, że z ociąganiem i brakiem motywacji, ale w końcu pełny trening zaliczyłam i to jest pozytyw dnia dzisiejszego. Zaraz muszę ogarnąć tyłek i przysiąść do magisterki, to może chociaż jedna zmora przepadnie. Głowa do góry, Zfieszaku!
P.S. Obiecywany wczoraj film z Mel B jednak nie dał rady się załadować na YT, widać duże gabaryty przeszkadzają nie tylko ludziom ;]Szukam innego rozwiązania.

Wiesz, a może lepiej już coś mieć i szukać dalej?
OdpowiedzUsuńPewnie, że tak, tylko komplikuje to kwestia "wykorzystania" stażu z PUP na coś, czego nie pociągnę dalej, a drugiej oferty stażowej raczej się nie dostaje. Poza tym ostatni rok praktykowałam w branży, która bardzo szybko się zmienia i boję się, że gdy wylecę poza nawias to później nie zdołam tego ogarnąć. Ale może za bardzo przeżywam ;]
OdpowiedzUsuń