... łapie mnie jakaś chandra. Podejrzewam, że mniejszy wpływ ma na to wysiłek fizyczny aniżeli ogólny stres (już pisałam o egzaminie? dodajcie do tego nowego współlokatora i obrazek będzie pełniejszy). Pogodę od początku miesiąca też mamy taką, że bez kawy ani rusz. Wiem, wiem - ćwiczenia też podnoszą moje tętno pod sufit, ale gdy po zakończeniu ćwiczeń adrenalina zaczyna opadać czuję się trochę jak mięciutka gąbeczka i przeważnie najchętniej zawinęłabym się do snu.
No ale bez jojczenia, czas na konkrety. Wypróbowałam dziś dla odmiany SKALPEL II i... chyba zostanę póki co przy niższej jego wersji ;] Część ćwiczeń naprawdę sympatyczna (brzuszki przy krześle, podnoszenie kolan i skręt ramio), ale zrobiłam WTF, gdy Ewka zaproponowała to:
Wygląda to-to całkiem niewinnie, jak zresztą większość czynności jakie Ewa wykonuje. Ale w moim wykonaniu... Powiem tak: słabiuteńkie mięśnie w porównaniu z poczuciem równowagi a'la krzywa wieża w Pizie nie pomagają mi w tym. Na zajęciach z TBC potrafi mną miotać przy odwodzeniu prostej nogi w bok, a tu jeszcze trzeba dupsko z krzesła podnieść! Zrobiłam ćwiczenia w łagodniejszej wersji (z ułożeniem jednej stopy na drugiej) i zrobiłam całą serię. Mam nadzieję, że uda mi się dotrzeć do momentu, kiedy zrobię to równo z nią :))
Element humorystyczny: wiecie jak to jest, gdy podkleja się nóżki krzeseł filcem, żeby nie szorowały podłogi? A wiecie jak to jest próbować oprzeć się na takim krześle by zrobić pompki z podparciem?;D W efekcie prawie wyrżnęłam szczęką w podłogę, gdy krzesło radośnie pojechało w drugą stronę pokoju. Teraz zaprowadzam je pod ścianę i zapieram xD

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz