Dosłownie. Wybór dnia odpoczynku dla mięśni narzucił się sam, bowiem kolejny radosny cykl zaczął mi się zacząć właśnie dzisiaj, a jak już wspominałam jestem wtedy lekko mówiąc nie do życia. Obserwując relacje dziewczyn, które ćwiczą już trochę i dbają o zdrową dietę, wierzę że i mnie za parę miesięcy będzie trochę łatwiej. Okresy są podobno mniej bolesne i krótsze, nie powiem - byłoby miło :) A ja należę do dziewczyn, którym natura daje się pod tym względem tak bardzo we znaki, że z chęcią zobaczyłabym jakąś zmianę. Chociaż, gdyby tak się zastanowić, to pomimo wszelkich niedogodności, dałam sobie dziś radę bez faszerowania się przeciwbólami. Może jednak jest jakiś progres?
Ale żeby nie było, że całkiem przeputałam sobie dzień to dodam na usprawiedliwienie, że w kilku seriach zrobiłam koło 100 brzuszków (jeśli się nie przesadza, to nawet pomagają na ból menstruacyjny, wg mnie przynajmniej) i jakieś pół godziny spacerowałam z 9-ciomiesięcznym bobo na rękach :)) Słodki ciężar, ale daje popalić bicepsom.
Aktualnie buszuję też po internetach w poszukiwaniu cud-kremu na istniejące rozstępy. Przy okazji ćwiczeń rzuciły mi się w oczy, a skoro mam zadbać o swój wygląd, to wypadałoby też zająć się tymi maleństwami. Ba, żeby tylko maleństwami... Moje szkaradztwa pochodzą połowicznie z szybkiego wzrostu w okresie dojrzewania i pewnie w większej części z tycia. Mam więc problem na udach (największe!) i na łydkach. Jeśli możecie coś polecić, będę bardzo wdzięczna. Na razie mam upatrzonego Palmersa, ale może ktoś ma wypróbowany inny specyfik?
Uczę się do ostatniego egzaminu na studiach i marzę, żeby wreszcie mieć to za sobą. Naprawdę, wolałabym już chyba zrobić sobie SKALPELA :)) A póki co, zawijam żagle w kierunku wspomnianej edukacji, i zacznę kombinować gdzie jutro zakamuflować się z ćwiczeniami przez teściami, żeby się nie przestraszyli :D

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz