Piszę w imieniu piątku, choć już sobota zegarowo wybiła :) Mamy lato, z racji woli astronomów więc byłyby powody do radości gdyby nie to, że dzisiaj w mieści można było po prostu zdechnąć. Nie wiem jak radzi sobie z tym południe kraju, ale ja siedząc dzisiaj przez 8 h na szkoleniu myślałam że wyjdę z własnej skóry i usiądę obok. Budynek starej daty, z czerwonej cegły, teoretycznie genialnie powinien regulować temperatury. I co? Guzik. Odklejałam regularnie koszulę od pleców ;/
Po tym wstępie przejdę do meritum - dzisiejszy dzień samoistnie okazał się być dniem wolnym, ponieważ po skończonym szkoleniu prędziutko wróciłam do domu, dopakowałam się a potem prawie godzinę jechaliśmy krajówką w genialnym korku do rodziców mojego TŻ. Bajka normalnie, nie wiem kto normalny z gdańskimi tablicami jedzie w kierunku Warszawy na weekend i czego tam szuka, ale ok, jest wolność w tym kraju :))
Po przyjeździe z automatu wpadłam w truskawki (moje pierwsze w tym roku), nazbierałam dwie kobiałki, wyprostowałam plecy, stwierdziłam że w sumie dobrze byłoby coś zjeść drugi raz tego dnia (tak 18:00 lekko była) i zaraz jak zdążyłam przełknąć połowę tej obiadokolacji przyjechali sąsiedzi z wizytą. No i własnie po niej jestem, tej wizycie :) Domowe wino, opowieści, piękne klimaty :) Czasu na ćwiczenia wiec po prostu brak, ale odrobię, odrobię :)
Aaaaa, zadzwonili do mnie z ofertą pracy :P Tzn z pytaniem o kolejny etap rekrutacji ale to i tak dobrze ;] W najbliższy czwartek będę miała korpo-konferencję (45 minut na telefonie), więc mam chwilę czasu na przygotowanie się. A póki co- dobranoc!:)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz