Pomijając początek dnia, w którym wykonałam dwugodzinną rozgrzewkę spacerując po Carrefourze szukając szczęścia (znalazłam patelnię, dwa kilo łopatki i kilogram flądry - close enough!), dalej nie było tak dietetycznie. Co prawda uwielbiam pstrąga z piekarnika, ale fląderki nie znam pod inną postacią niż smażona i tym własnie zgrzeszyłam (mea culpa, mea culpa, mea maxima culpa...). Są w tym jednak i plusy - patelnia zdała test - to po pierwsze, a po drugie - pożarłam tylko jedną (!) fląderkę. Kto mnie zna, ten wie, że to odchył od normy.
Dopiero niedawno mogłam wziąć się do SKALPELA, poszło nienajgorzej, choć moje mięśnie jak już wcześniej wspominałam, coraz bardziej dają znać o swoim zmęczeniu. Szczególnie uda tuż nad kolanami. Muszę zrobić sobie dzień przerwy do końca tygodnia, tylko go jakoś racjonalnie wybrać.
Dzisiaj śmiałam się po raz kolejny "śmiesznym bólem" przy okazji "kółeczek" :)
Góra-dół jeszcze jakoś jakoś idzie, przód-tył też, ale nie na darmo Ewa uspokaja "ostatni raz kółeczka!" :] O nie, nie, ona po prostu wie, że ja najchętniej zgięłabym już tą nogę w cholerę byleby tylko przestała boleć ;] No i "wytrzymaj jeszcze troszkę!" pojawia się w ostatniej, kryzysowej sekundzie przed utratą motywacji. Bless ya!
Zgrałam ćwiczenia Mel B na dysk, aktualnie konwertuje mi się film, który uzyskałam poprzez sklejenie wszystkich ćwiczeń w ustalonej na przyszłość kolejności ;] "Spajsetka" ma zupełnie inny rodzaj pozytywnej energii niż Ewa Chodakowska (nie mówię lepszy czy gorszy, po prostu inny), ale dopiero się przekonam jak to wpływa na współpracę z nią.
Fun fact: nie wiem czy kogoś jeszcze to dopada, ale po paru minutach ćwiczeń włącza mi się ziewanie o.0
I nie, bynajmniej nie jestem znudzona :D Wiem, że to kwestia dotlenienia, otwieram szeroko okna w pokoju, robię przeciąg, ale to i tak chyba za mało jak dla mojego zdziwionego aktywnością fizyczną mózgu :]

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz