piątek, 28 czerwca 2013

28. Pomiędzy.

Konkretnie to pomiędzy wczorajszą rozmową a jutrzejszą obroną ;] Po jednym jeszcze nie ochłonęłam, do drugiego chyba za dobrze się nie przygotowałam... No, może poza prezentem, bo ten obmyśliliśmy i wykonaliśmy świetny ;] Zdjęcia wrzucę Wam jak już będę magistrem, żeby nie podpaść dziwnym zrządzeniem losu;P 

Zrobiłam dzisiaj pyszny obiadek, nie wiem jednak czy kaloryczni guru by go pochwalili, ale szczerze mówiąc - wbite;] Mianowicie - pokrojoną jak na gulasz łopatkę podsmażyłam, dorzuciłam całą paczkę mieszanki chińskiej, wlałam puszkę krojonych pomidorów i dużo, dużo, dużo ostrej papryki mojej mamusi ;] Do tego ugotowaliśmy ryż naturalny;] Gotował się długo, długo - nie napęczniał tak jak zwykły i gdy wyjęłam jedną paczkę na spróbowanie to nie byłam do końca pewna czy to już czy nie. Był lekko twardawy, ale to przez pozostawione na nim osłonki i powiem że smakował niesamowicie, nawet mojemu TŻ. Muszę chyba częściej go używać :) Było ostro, warzywnie i w ogóle aromatycznie - a to w kuchni lubię ostatnio bardzo ;] 



Dziś jestem po SKALPELU i muszę powiedzieć że dzięki krótkiej przerwie widzę poprawę - po pierwsze w wykonywaniu ćwiczeń, a po drugie w moim kolanie. Co prawda odzywało się cichutko przy niektórych ćwiczeniach, ale już wiem jak unikać jego nadwyrężania. A propos postępów - nie wiem czy cieszyć się czy martwić, ale widać już powoli że zmieniają mi się mięśnie ud. co prawda, kryją się jeszcze wstydliwie pod warstwą tłuszczowej otuliny, ale przy ich napięciu a zwłaszcza po treningu - widać ich kształt tuż nad kolanem. Powiem, że nawet wyraźny kształt, odcinający się. Nie wiem do końca czy ładnie to wygląda i jak będzie dalej się rozwijać ale nie ma co płakać. 

Jutro obrona, więc słać dobrą energię w moją stronę!

czwartek, 27 czerwca 2013

27. I po rozmowie...

... bo to ona właśnie była punktem nr 1 w dzisiejszym rozkładzie dnia. Nie mogłam spać w nocy, wstałam wcześnie i czekałam do 11.30 jak na ścięcie. I co? Okazało się, że nie było tak strasznie, nawet trochę pożartowałyśmy z rekruterką i byłabym w sumie bardzo zadowolona gdyby nie to, że zadała mi w sumie tylko jedno pytanie po angielsku. I teraz siedzę i myślę: czy było naprawdę tak słabo? Czy olałam przez to całe swoje szanse? Wolałabym jednak, żeby zaprosili mnie jeszcze na rozmowę twarzą w twarz niż odrzucą mnie tak od razu, ale cóż... co ma być, to będzie - teraz w sobotę czeka nas obrona więc mam kolejne zadanie do skupienia się.

Dzisiaj spróbowałam dla odmiany KILLERA Ewy Chodakowskiej (nie wiem co mnie ostatnio wzięło na te "testy" ale może pewna stagnacja daje o sobie znać:)) Trening w sumie niezły, szczególnie podobałby mi się element cardio, gdyby nie marudzący sąsiedzi spod podłogi, którym zapewne przeszkadzam skacząc i pajacykując ;] Część elementów ćwiczeń znam już z innych treningów, tu szczególnie nie spodobało mi się ćwiczenie "boczków", przez podnoszenie tułowia do góry podczas leżenia na boku i podpierania się łokciem. Ja się zapytowuję: JAK się to robi?! ;] Reszta ćwiczeń bez podskoków, z przejściami, trzeba dbać o siebie mimo wszystko ;] No i stwierdzam po raz kolejny - mata potrzebna na zaraz, bo mi łokcie odpadną przy kolejnej desce ;/


Kupiłam dziś sobie w Biedrze pistacje!!!! Omnomononmononm :P

środa, 26 czerwca 2013

26. Fit-mamusia (chrzestna...:))

Tak, tak, moja rogata dusza przed czterema laty dorobiła się tego miana (jakimś cudem). Wybranek mój, ów czteroletni od dziś chłopczyk, zapytał tylko czy przy telefonie jest ciocia czy babcia po czym pohasał radośnie dalej męczyć siostrę, nie zaszczycając mnie nawet wysłuchaniem życzeń :) Zadania przekazania mu ich podjęła się matka :)

Siedzę dziś na tyłku i przykładnie uczę się a to trochę o firmie, a to trochę o tendencjach w rozmowach kwalifikacyjnych ogółem, a to trochę jeszcze odświeżam sobie język herbatopijców - angielski znaczy się :) Nie idzie to jakoś zadziwiająco źle, biorąc pod uwagę fakt, że ostatni raz czynnie używałam go jakieś dwa lata temu (o ile lekcje angielskiego na moim uniwerku da się zakwalifikować jako "czynną" naukę ;/). Przygotowałam sobie nawet wzory odpowiedzi, jako podpórkę na wypadek zżarcia przez stres. Kurczę... dawno mi tak na pracy nie zależało, ale też nigdy nie stałam wcześniej przed perspektywą rejestrowania się w urzędzie pracy w przypadku nie dostania jej ;/ Dlatego kto żyw, jutro o 11:30 trzymać kciuki i co tam chcecie i słać pozytywne wibracje do mnie i rekruterek co bym towarzystwo oczarowała :P

Dziś na wieczór zafundowałam sobie ponownie Total Fitness Ewy Chodakowskiej, z tym że nie z YT a zgodnie z płytką załączoną onegdaj do SHAPE. Uwagi w sumie podobne jak wczoraj - nie robiłam wyskoków przy ćwiczeniach z unoszeniem kolan, tylko po prostu statycznie przenosiłam je w górę. coś na kształt jaskółki, co pojawia się pod koniec płytki jest dla mnie po prostu niewykonalne ze względu na wielokrotnie wspominany tu brak równowagi ;] Staram się amortyzować wszystko mięśniami brzucha i spinaniem całej nogi ale i tak gibię się na wszystkie strony ;] Troszkę lepiej szło mi z rozstawionymi na boki ramionami, tak jak robiło się to na podwórku. Nie leżą też mi jakoś brzuszki robione od kompletnego leżenia do przytrzymywania kolan ramionami. Lepiej wychodziła mi modyfikacja Mel B, która odchylała się tylko w pewnym stopniu z wyprostowanymi plecami do tyłu. Wbrew pozorom własnie ta opcja mniej obciąża mi kręgosłup niż propozycja Ewy. 


Z braku czasu nie będę się rozwodzić nad resztą wrażeń na temat Total Fitness, ale kiedyś na pewno do nich powrócę, chociażby z woli wypróbowania postępów w rozwoju mięśni :P Wracam do nauki, adios!

wtorek, 25 czerwca 2013

25. Coś nowego na środę.

Znowu u siebie w domku. Choć wynajmowany, choć tylko jeden pokój tak de facto jest mój, to zawsze jednak jest powrót do "Czegoś swojego". Swoich śmieci, swojego bałaganu, swojej półki w lodówce i kubeczka w łazience :) Toruń od bardzo wczesnego rana spływa deszczem, i to dosłownie, bo dolało tak że w sumie nie przypominam sobie w ostatnim czasie podobnej ulewy, bo deszcze jakoś magicznie nas do tej pory omijały.  A dzisiaj nie dość, że ciśnienie kiepskie, to duchota nie ustąpiła pomimo opadu ani na krok. Ulewa wyśmiała wręcz moją parasolkę, więc TŻ zaoferował się, że podwiezie mnie do "pracy" (gdzie robię praktyki od listopada), bo byłam potrzebna a stwierdziłam, że jeśli za długo będę sama myśleć nad tym, o co w czwartek mogą mnie zapytać na rozmowie kwalifikacyjnej, to zeświruję;)

Dzisiaj spróbowałam pierwszy raz 6 minutowych treningów Total Fitness z Ewą. Powiem jedno - miazga ;]]Pisząc te słowa jeszcze spływam potem i to takim, którego przy SKALPELU nie uświadczysz. Zrobiłam dziś zestaw 8, 4, 3, 1 i 10 - dokładnie w tej kolejności :) Jednak nie wszystko było tak pięknie, jak robi to Ewa, nie myślcie sobie :) Po pierwsze: po raz kolejny uświadamiam sobie, że muszę zainwestować w matę, karimatę - cokolwiek, bo kocyk nie zda ni huhu egzaminu. Przy #1 robi się np. deskę - a na moich panelach, często już zroszonych kroplami potu, przedramiona po prostu mi się rozjeżdżają . Z kolei #3 i przeskoki w przysiadzie dają tak popalić mojemu kolanu, że od razu sobie odpuściłam hopsasanie i po prostu robiłam przysiady w miejscu. Z pewnością każdy z treningów jest bardzo intensywny i muszę chyba jeszcze "dojrzeć" do nich, ale raz na jakiś czas przecież spróbować nie zaszkodzi. Jutro więc chyba potulnie wrócę do SKALPELA ;]

Ej, patrzę na metamorfozy na wallu Ewy i aż zaczynam się powoli martwić, ze u mnie nie ma postępów :( Niby wiem, że każdy ma inny organizm i inne tendencje do tycia/chudnięcia, ale zazdroszczę i martwię się, że nie dojdę do takich rezultatów. Ech, no ale cóż, nie czas na zamartwianie się "a co będzie", bo ważniejsze rzeczy mam na głowie ;] A więc spadam się uczyć przed rozmową, życzcie mi powodzenia!

poniedziałek, 24 czerwca 2013

24. Pa-du,pa-du, pa-du i tak do upadłego;]

Dzisiaj króciutko - wymuszony dzień wolny, co oznacza, że do końca tygodnia czeka mnie ostra praca nad sobą. Powisiałam dziś trochę w truskawkach, trochę na słońcu wygrzewałam stare kości usiłując opanować "business english" (to na czwartkową rozmowę o pracę) i generalnie pomagałam teściowej w ogarnianiu domu. Nie miałam więc kompletnie dla siebie czasu, nawet rano, bo TŻ spał uporczywie i nie mogłam mu zacząć się rzucać z Chodakowską nad głową. nie jestem więc do końca z tego dnia zadowolona ;]

Plus taki, że TŻ wciągnął się w Grę o Tron i zaraz zabieramy się za dobranocny odcinek. Ściskam gorąco, do usłyszenia! 

niedziela, 23 czerwca 2013

23. Wymiary cz. 2 i "ta ostatnia niedziela..."

... jako studentka :D Nadchodzący tydzień będzie ostatnim w mojej karierze, więc lekka łezka się w oku mimo wszystko kręci :) Dziś na dodatek dzień ojca, choć mój akurat cały czas siedzi na dachu i "coś dłubie", według telefonicznych relacji mamy. W każdym razie życzenia przekazała krzycząc do niego tak, że ucho przy słuchawce prawie pozbawiła mi bębenka :) Ech, dobrze mieć rodzinę :))

Raniutko zrobiłam sobie SKALPELa, bo nie chce u teściów za bardzo skakać po podłodze, nie wiedząc czy mała Tosia przypadkiem nie śpi. A nie chcę zwracać na siebie uwagi, zwłaszcza dostając opierdziel ;] Poza tym w planach dnia pojawiła się jazda autem! I punkt tez został jak najbardziej zrealizowany, choć przy takiej ilości moich przekleństw i wyzwisk, że gdyby nie otaczające nas zewsząd pola, to z pewnością wywołałabym spore zgorszenie :) Dla jasności - to mnie uczy się jeździć, a konkretnie zadania tego podjął się mój TŻ, bo przez 5 lat posiadania prawka wprawy nie zdobyłam żadnej... Dzisiaj zrobiliśmy pewien progres - wyjechałam na szosę xD Trzeba jeszcze dla ratowania mojego honoru dodać, że jest to kwestia nie tylko doświadczenia, ale i ogromnego strachu, jaki odczuwam przy każdym środku komunikacji. Zdają sobie jednak sprawę, że umiejętność ta jest cennym atutem nie tylko w życiu, ale i w pracy, dlatego znalazła się wśród "do osiągnięcia" na ten rok. I tak też się stanie !:)

Przyszedł dziś do nas deszcz tak poza tym, i to dwa razy! Efekt nie był wielki, bo duchota w sumie nie opadła, ale chociaż zielenina dostała trochę pokarmu. 
Poniżej macie za to wymiary zdjęte dziś rano, widać spadek w kilku miejscach, choć nie jest to waga :P Ale wydaje mi się ciągle, że wizualnie i tak jest lepiej niż mogę wam to pokazać na cyferkach. Na razie za mną 3 tygodnie ćwiczeń, w sumie bez żadnej diety, bo ciągle pozwalam sobie na dużo. Na szaro macie zaznaczone wymiary, które pokazywałam Wam 9 czerwca, o TU.

waga: 73,5 kg / 73, 4 kg

biust - 95 cm / 92 cm (poprzednie wymiary zdejmowałam przed samym okresem, stąd pewnie różnica)
pod biustem - 87 cm / 82 cm
talia - 73 cm / 72 cm
brzuch - 88 cm  (na linii pępka) / 84 cm
biodra - 105 cm (najszersze miejsce, patrzyłam w lustro :P) / 103 cm
"boczki" - 95 cm / 93 cm
udo - 65 cm (jakieś 2 cm od krocza) / 64 cm
łydka - 38 cm / 38 cm 
ramię - 31 cm / 30 cm 

Pozostaje więc zacisnąć zęby i trenować dalej, aż te cyferki będą dużo, dużo niższe :)) Miłego wieczora! 

sobota, 22 czerwca 2013

22. Ósmy dzień tygodnia, czyli urodziny teściowej :)

Na wstępie zaznaczam (i to nie tylko dlatego, że TŻ do mojego bloga dostęp zna i czasami zagląda:)), że teściową moją przyszłą lubię niezmiernie i w pewnym sensie już od jakiegoś czasu w myśli traktuję jak rodzinę :) Po drugie zaznaczam, że jeśli dochowam się trójki dzieci i d żadnego na urodziny nie dostanę prezentu a maks na co się zdobędą to zdawkowe życzenia przy śniadaniu, to nawet śniadania tego dnia mogą nie dostać. Koniec, kropeczka :)

Dzisiaj obudziłam się, a właściwie obudzono mnie o nieboskiej godzinie , czyli 5.28. Plus jedyny z tego był  taki, że o 6.00 zaczęłam trening (dzisiaj SKALPEL poszedł) więc jeszcze przed godziną 7 byłam "załatwiona". Dzięki temu największy upał mogłam spędzić w ogródku, w cieniu drzew ;] Tak jak wczoraj przedwczoraj przy ćwiczeniach z Mel B nie czułam w ogóle lewego kolana, o którego bólu wspominałam, tak dzisiaj znów się odezwał. Wskazuje to niestety albo na zmodyfikowanie ćwiczeń albo skupienie się bardziej na zestawie Totally Fit niż na Skalpelu. 

Dzień na wsi kocham przede wszystkim dlatego, że jeśli nie muszę robić czegoś przed komputerem to zawsze mogę jakoś pożytecznie zagospodarować czas na zewnątrz,  łykając jednocześnie porami skóry piękną pogodę i słoneczko. Dzisiaj naprawdę mi się podobało zrywanie mlecza dla małych "kjójików", nalewanie kurczakom wody czy zwykłe prowadzanie się z kotem na spacer wzdłuż drogi :) Fakt faktem, później wczesna pobudka odbiła się na mnie, zwłaszcza że organizm doznał "szoku tlenowego" i starając się czytać materiały na czwartkową rozmowę rekrutacyjną o mało nie zasnęłam. Zawlokłam się na piętro i tam pogrążyłam w drzemce na jakąś godzinkę :)

Mierzyłam się też dzisiaj rano, ale że piszę notkę o dość późnej porze, więc obiecuję wstawić wymiary jutro i wyciągnąć jakieś wnioski. Zwłaszcza, że potrzebuję asystenta do zrobienia zdjęć efektów po 3 tygodniach ćwiczeń:P


Zaczęłam od urodzin teściowej, więc i na nich skończę: na liście dzisiejszych grzechów jest przepyszna kiełbaska z urodzinowego ogniska i piwko :D A co mi tam, należało się :] 

21. Moralniak wieczorową porą.

Piszę w imieniu piątku, choć już sobota zegarowo wybiła :) Mamy lato, z racji woli astronomów więc byłyby powody do radości gdyby nie to, że dzisiaj w mieści można było po prostu zdechnąć. Nie wiem jak radzi sobie z tym południe kraju, ale ja siedząc dzisiaj przez 8 h na szkoleniu myślałam że wyjdę z własnej skóry i usiądę obok. Budynek starej daty, z czerwonej cegły, teoretycznie genialnie powinien regulować temperatury. I co? Guzik. Odklejałam regularnie koszulę od pleców ;/ 

Po tym wstępie przejdę do meritum - dzisiejszy dzień samoistnie okazał się być dniem wolnym, ponieważ po skończonym szkoleniu prędziutko wróciłam do domu, dopakowałam się a potem prawie godzinę jechaliśmy krajówką w genialnym korku do rodziców mojego TŻ. Bajka normalnie, nie wiem kto normalny z gdańskimi tablicami jedzie w kierunku Warszawy na weekend i czego tam szuka, ale ok, jest wolność w tym kraju :))

Po przyjeździe z automatu wpadłam w truskawki (moje pierwsze w tym roku), nazbierałam dwie kobiałki, wyprostowałam plecy, stwierdziłam że w sumie dobrze byłoby coś zjeść drugi raz tego dnia  (tak 18:00 lekko była) i zaraz jak zdążyłam przełknąć połowę tej obiadokolacji przyjechali sąsiedzi z wizytą. No i własnie po niej jestem, tej wizycie :) Domowe wino, opowieści, piękne klimaty :) Czasu na ćwiczenia wiec po prostu brak, ale odrobię, odrobię :) 


Aaaaa, zadzwonili do mnie z ofertą pracy :P Tzn z pytaniem o kolejny etap rekrutacji ale to i tak dobrze ;] W najbliższy czwartek będę miała korpo-konferencję (45 minut na telefonie), więc mam chwilę czasu na przygotowanie się. A póki co- dobranoc!:)

czwartek, 20 czerwca 2013

20. Trolololo :P

Po pierwsze: gorąc straszny. Pojechałam na stare miasto z samego rańca, żeby załatwić fotografa zanim słońce do reszty roztopi chodniki a moja czarna sukienka ściągnie całą tą radość na siebie. I tu pierwszy plus dzisiejszego dnia: zrobiłam zdjęcia do dyplomu, jestem bardzo zadowolona; lubię móc spojrzeć na swój wizerunek i szczerze, bez czarowania powiedzieć "ej, jest z ciebie laska!":P Kwestia oczywiście też dobrego fotografa, gdybyście takowego szukali to z ręką na sercu od kilku lat polecam pana Sumińskiego na ulicy Kopernika, nigdy wcześniej nie spotkałam profesjonalisty na tym poziomie, a zarazem człowieka bardzo miłego:)

Po drugie, wiecie dobrze co tygryski lubią najbardziej?;] Zakupy! ;] Odkryłam to zło w sobie całkiem niedawno, ale jest i drzemie i czeka aż poczuję że mam "nadmiar kasy. Tyle, że nie poluję na ubrania. Lubię kupić coś z kosmetyków, coś do kuchni (np. nową patelnię xD) czy cokolwiek "przydatnego" na co jest akurat promocja;] Dzisiaj weszłam do Rossmana i zakupiłam, o dziwo, lakiery do paznokci ;] Piszę " o dziwo" bo jestem straszną niezdarą jeśli chodzi o malowanie pazurów, nie mam wprawy, doświadczenia, w ogóle kiepska jestem w tych dziewczyńskich sprawach :)) A tu proszę, takie szalone kolorasy nabyłam:


lakiery colorama


Co więcej, nawet pobawiłam się trochę i teraz mam co drugi paznokieć inny :)  Idę jutro na kolejne szkolenie z EFS więc zrobię furorę wśród pań z ZUS i rektoratu xD 

O, i kolejny zakup :P Miarę krawiecką własną,moją jedyną kupiłam :) Nie ma wiec teraz wymówek i basta! Ale zmierzę się jutro albo w sobotę rano bo akurat miną trzy tygodnie "aktywnego życia" ;] Nie spodziewam się jakichś widocznych efektów po tak krótkim czasie, ale nie ukrywam, że byłoby miło :P

Dzisiaj zamiast SKALPELA zrobiłam cały zestaw ćwiczeń Totally Fit z Mel B i powiem wam że po godzince, zwłaszcza przy tej temperaturze, po prostu ze mnie cieknie. Nie wiem w sumie czy nie powinnam częściej sięgać po ten trening bo świetnie czuję teraz pupę i mięśnie brzucha w o wiele większym stopniu niż po ćwiczenaich z Ewą. No i nie bolało mnie dziś tak kolano. Pożyjemy, zobaczymy, powoli jednak zaczynam być z siebie dumna :) Wspomniane pośladki robią się hmm no robią się wypełnione przez mięśnie ;D To fajne odkrycie, naprawdę ;] 
mel b totally fit


idę wciąć jakąś zieleninę na dobranoc, pozdrowienia! :)

środa, 19 czerwca 2013

19. Oprawiona i zaprawiona w boju :)

Jupikajej, mam przed sobą tomiszcza własnych wypocin, które pozostawią po mnie wiekopomny naukowy ślad, wspomnienie itd. :) Bajdurzę oczywiście o magisterce. Dwie obowiązkowe kopie plus jedna dodatkowa na "wazelinę" ;] Niech i rodzice coś mają z tej mojej edukacji, choćby jako wypełnienie półki :) 

Toruń dziś po prostu zieje gorącem, idąc chodnikiem czuje się dosłownie jak słońce wdziera się w pory ciała i wywołuje natychmiastową opaleniznę. Odważaniacy, którzy dzisiaj w lasku przy kampusie leżeli plackiem, wieczorem pewnie będą poszukiwali maślanki ^^ Bardzo przyjemna to odmiana po tylu miesiącach zimna, nie powiem, ale organizm musi się przyzwyczaić. Przy dzisiejszym SKALPELU pot dosłownie zalewał mi oczy a woda ucieka z butelek jak na Saharze. 

Spędziłam dziś też dwie godzinki u fryzjera :) Trochę zeszło, TŻ siedział w domu i nie mógł się doczekać, a tu nie tylko strzyżenie ale i farbowanie się nadarzyło :) A skoro robimy po całości, to dorzuciłam do tego brwi i hennę xD Pierwszy raz ktoś mi niwelował te uporczywe włoski za pomocą wosku o.0 bolało mniej niż pęseta, ale może to ze strachu xD A co, jak się bawić, to się bawić! Teraz jestem zadziornym a'la rudzielcem z wyraźniejszym spojrzeniem. "Lubię to!" :P 



Nie wiem co takiego jest takiego odprężającego w zmianie fryzury, ale niewątpliwie jest. Raz na jakiś czas uwielbiam zrzucić trochę włosia i powiedzieć fryzjerce "szalej, szalej!" xD To swoiste katharsis pozwala na siebie spojrzeć z zupełnie nowej strony :)

Nadal nie kupiłam nowego karnetu na fitness, ale zastanawiam się ciągle czy opłaca mi się, skoro na około tydzień mam zamiar wyjechać. Ciężka sprawa te "pieniąse" :P

wtorek, 18 czerwca 2013

18. Na oko pozytywnie :)

Jutro najpewniej magisterka idzie do druku, więc jestem na dobrej drodze do ukończenia tych studiów ;] Dzisiaj próbowałam "zgubić" legitymację, ale nasza pani z dziekanatu stwierdziła, że niepotrzebnie wpłacałam kasę na duplikat, bo ona i tak do grudnia (rozdanie dyplomów) nam legitymacji zabierać nie chce o.0 Więc muszę teraz złożyć podanie o zwrot kasy i będę żyła po studencku przez wakacje. Niech no tylko któryś spróbuje jojczyć na kobiety z naszego dziekanatu, to takiego malkontenta własnymi "ręcami" ubiję!:P 

SKALPELEK dzisiejszy odrobiony. Z jednej strony, napadają mnie czasami takie chwile znużenia ("a może coś innego, a może zmodyfikować, a może to odpuścić sobie" itd.), ale z drugiej strony chcę potraktować tez zestaw jak swego rodzaju wyzwanie, które mogę zacząć robić znacznie rzadziej dopiero, kiedy uznam że opanowałam go w stopniu bardzo dobrym. Chcę się w ten sposób obronić przez ciągłym próbowaniem czegoś nowego, bez należytego przyłożenia się do jednego chociaż treningu. Naturalnie, próbuję nowych rzeczy, tak jak zmierzyłam się ze SKALPELEM II (ciągle ciepło to wspominam xD) i Mel B. Byle nie za często, bo się rozleniwię :P

fitness motywacje
W weekend może dokonam pomiaru, ale muszę się podzielić obserwowalnymi zmianami - mam coraz ładniejsze łydki :D  Nigdy nie miałam małych łydeczek, ale też nie są to wielkie "balerony" jakie posiada mój tato (pozdrowienia!:P), moje są po prostu nijakie, bezkształtne, ze sporym zapasem tłuszczyku. A ostatnio, zwłaszcza w trakcie ćwiczeń aż lubię na nie patrzeć :) Naciągające się mięśnie nadają im wreszcie jakiś kształt  a przez to wyglądają o wiele bardziej kobieco i delikatnie. Zobaczymy co będzie po kilku miesiącach :)

Nie obejdzie się też jednak bez kilku minusów. Zauważam od kilku dni, że mam problem z lewym kolanem. Zwłaszcza podczas ćwiczeń, na które narzekałam wczoraj, zaczyna szwankować.  Wydaje się drżeć bardziej niż prawe i "trzeć", bo nie jest to skrzypienie, ale ból podczas większego obciążenia (np. gdy "schodzę" pupą w dół). Ostatnio chciałam się nawet pochwalić, że właśnie przez ćwiczenia pozbyłam się bólu w stawach, a tu klops. Trzeba jeść więcej galaretek czy coś innego polecacie?

poniedziałek, 17 czerwca 2013

17. Sauna zaliczona! :P

Nie dosłownie oczywiście, bo nie miałam jakoś okazji zakosztować tej formy relaksu, ale sezon sauny w komunikacji publicznej uważam za szumnie rozpoczęty! Jak już wczoraj wspominała, pozostały mi do ogarnięcia w sumie tylko organizacyjne sprawy w związku ze studiami, ale ta cholerna biurokracja wymaga jednak najeżenia się po całym mieście. A że mój termometr pokazuje  dziś 25 stopni w cieniu to przejażdżka autobusem była naprawdę koszmarkiem. Wychodzi w takim okresie zmyślna wyższość starych Jelczyków nad nowymi solarisami, które i tak klimy nie mają, ale za to znacznie mniej mikroskopijnych okien. Efekt taki, że duszno :)) Rozliczyłam się ze wszystkich wypożyczonych książek przynajmniej, a było tego parę kilo, więc i ręce doznały nieco obciążenia :)
fitness motywacje

Jestem po SKALPELU, ale jakoś tak z ociąganiem, przynajmniej początek mi szedł. Chyba bardzo powolna rozbudowa mięśni ud mnie zniechęca, bo nie potrafię za Chiny Ludowe ustać w przysiadzie tyle, ile by chciała Ewka. No nie idzie, nie idzie i kij. Po drugie na razie odstawiam na bok wchodzenie na pięty przy ćwiczeniu w szerszym rozkroku, bo nie idzie mi to w tedy zupełnie. A tak to przynajmniej zejdę biodrami do poziomu kolan, wrócę z powrotem i wzmocnię uda, zamiast skupiać się na chwianiu przy staniu na samych palcach :) Nie wiem, czy sama autorka treningu by to pochwaliła, ale idę za instynktem i obserwacją własnych możliwości. 

Piję wodę jak smok, tak na marginesie :)) Już i tak wystawiłam dzbanek Brity, żeby nie kupować tyle plastików, ale  i tak woda magicznie znika ;] Wyczaiłam gdzieś w Carrefourze taką pompkę do baniaków 5l , może byłoby to bardziej ekologiczne rozwiązanie niż kupowanie całej zgrzewki. 

niedziela, 16 czerwca 2013

16. Wolne!

Absolutnie wolny dzień dziś nastał :) Ale po pierwsze: należało mi się, bo minął już tydzień od ostatniego DW a po drugie skończyłam dziś magisterkę!!!!! :D Więc chyba sama ulga z tego powodu może się liczyć jako wysiłek fizyczny ;]

Poza tym cóż ciekawego? Zaliczyliśmy mały spacer nad Wisłę (żal było pięknego pogody) i posiedzieliśmy trochę na skarpie obserwując budowę nowego mostu. Złapałam więc odrobinę witaminy D, co też jest przecież niezwykle dla organizmu ważne :)

Niedziela poza tym jest baaardzo grzeszna jeśli chodzi o pochłaniane jedzenie, ale nie będę się rozpisywać na ten temat, co by nie wzbudzać w sobie poczucia winy (to ono najbardziej podobno tuczy:P) ani żeby nie robić Wam smaka :D 
dobry humor to podstawa


Od jutra jednak wracamy do ciężkiej pracy nad sobą i nad zakończeniem mojego okresu studiów (obiegówki,  wydruk, oprawa, zdjęcia itp.). Jestem poza tym cała w stresie, bo mój nowy współlokator jest nie tylko ekscentryczny, ale po prostu... dziwny. I przyznam, że działa to na mnie odstraszająco. Zastanawiamy się na razie czy po prostu nie powiedzieć mu "sayonara" zamiast się zastanawiać, jak przy związkach "czy się dotrzemy?", bo kurna, jakoś nie mam ochoty tracić sił i pozytywnej energii na pajaca... ARGH! Jeszcze się podkurzyłam na koniec :P 

Branoc!


sobota, 15 czerwca 2013

15. Słońce na niebie, słońce na twarzy :)

Uśmiech się! :) Przy takiej pogodzie nie sposób przecież nie poczuć kopniaka energii i przypływu dobrego humoru. No chyba, że ma się do zrobienia tonę rzeczy przed kompem... ale wszystko jest do przejścia :) Może po południu wybierzemy się w plener z TŻ i znajomymi ze studiów. Została mi sama dłubanina przy tekście magisterki, ogólna redakcja, ale trzeba się wziąć spiąć i to zrobić bo jak zwykle będzie leżało i kwiczało w oczekiwaniu na deadline :)


let's be happy

Poszłam na 10 do klubu bo została mi ostatnia godzinka na karnecie w tym miesiącu, no i tym samym trafiłam na zajęcia inne niż dotychczas. Co więcej, do innej trenerki. Ania jest jak najbardziej osobą super sympatyczną, uśmiechniętą, widać że z niektórymi stałymi bywalczyniami ma bardzo dobre kontakty, ale... No właśnie "ale". Nie chcę wpadać w pułapkę oceniania po pierwszym razie, ale nie poczułam tego jakoś. Nie wiem czy Wam to kiedyś wytłuszczałam, ale koordynacja ruchowa nie jest moją najlepszą stroną :) Ba, to i tak bardzo eufemistycznie powiedziane. Na pierwszym TBC też potrzebowałam chwili, żeby wbić się w rytm i zacząć wykonywać polecenia poprawnie. Ale tu... za dużo jak na mnie było ćwiczeń w jednej sekwencji :) Opisałabym Wam jak to wyglądało, tylko ciągle nie władam sprawnie nazwami konkretnych ćwiczeń, dlatego bardzo chaotycznie taki opis pewnie by wyglądał :) W efekcie byłam zmęczona w 60% tego czego doświadczam na TBC z Justyną, bo momentami tylko zawieszałam się patrząc w lustro żeby załapać co i w jakiej kolejności robi trenerka. Czyli przerwy, przerwy, przerwy. Myślicie, że to tylko kwestia pierwszego razu czy też mieliście doświadczenia z trenerami, którzy Wam po prostu "nie leżeli"?

Mam dzisiaj jednak dobry humor :) Trzeba go pielęgnować i podtrzymać, bo to jednak bardzo krucha konstrukcja :P


P. S. Banały, banały - ale uwielbiam uczyć się nowych rzeczy ;] Wczoraj zainstalowałam na blogu widżet LinkWithin, dzięki któremu pod postami wyświetlają się propozycje wcześniejszych notek do przeczytania. Mała rzecz a cieszy :) Zastanawiałabym się nad wprowadzeniem tego do mojego reklamowego bloga, jednak najpierw muszę ogarnąć ten jego dynamiczny układ, który mnie niepomiernie wkurza. Może i wygląda  to nowocześniej, ale jest według mnie cholernie niedopracowane i tym samym wadliwe.

piątek, 14 czerwca 2013

14. Dwa tygodnie za mną!

Mamy dziś 14 czerwca, więc jest okazja do małego świętowania ;] Naprawdę małego, bo przecież niby ile znaczą te dwa tygodnie, ale uwierzcie mi - nigdy, ale to nigdy nie wytrwałam tak długo w postanowieniach związanych z aktywnością fizyczną. Miałam co prawda jeden dzień przerwy, ale regeneracja mięśni też jest ważna, więc nie uważam tego za dzień stracony ;] Poza tym - każdego dnia coś ćwiczyłam. Na koniec miesiąca wstawię tu Wam "kartkę z kalendarza", żebyście zobaczyli jak wyglądało te moje 30 dni męczarni ;] (żartuję, to że robię coś ze sobą sprawia, że jestem z siebie dumna ale co ważniejsze - że się bardzo dobrze czuję!)

Udało mi się dzisiaj zakończyć podsumowanie pracy magisterskiej, więc jeszcze tylko machnąć wstęp i przeprowadzić ogólną redakcję! Wiem, że ta kolejność może dziwić, ale każdy promotor ma swoje reguły, a nasz Roman tych reguł ma akurat sporo :D Poza tym, jeśli chodzi o sprawy pozafitnessowe, to wycofałam się z rekrutacji do firmy, która proponowała mi 6 m-cy stażu z urzędu pracy. Brzmi może na wstępie szaleńczo, ale primo - nie była to moja branża, secundo - za 8 stów to ja nie tylko bym się odchudziła, ale też i wygłodziła , no i tertio - do tych ośmiu stówek dorobić legalnie nie można ;/  A że łapię czasami jakieś drobne lub większe zlecenia to kompletnie, kompletnie nie rozumiem całej PUPowskiej ideologii. Teraz więc włączam tryb codziennego przeszukiwania ofert i nastawiam się na wiarę, że świat straci jeśli mnie nie odkryje :))

W klubie byłam dziś znowu na stepowym TBC i choć są to zajęcia cholernie męczące, to chyba je polubiłam najbardziej ;] Justyna wprowadziła dziś kilka nowych ćwiczeń, więc było ciekawie. Muszę chyba jednak przestać robić końcowe brzuszki na stepie, tylko na płaskiej podłodze bo mam wrażenie że kręgosłup boli mnie jednak bardziej niż po ćwiczeniach w domu. I choć to już mówiłam  to podkreślę raz jeszcze - moje ramiona powinny należeć do komara sądząc po ich wytrzymałości i sile, choć rozmiar mają taki że zawstydzają niejednego faceta xD Trenujemy z kilogramowymi hantelkami co prawda, ale przy piętnastym podniesieniu ich nad głowę przy wejściu na step mam ochotę pizgnąć się nimi w głowę ;]] Ale nie, trzeba walczyć, bo...

Badabum, tsss...
xD

Do jutra!

czwartek, 13 czerwca 2013

13. Czwartek zalatuje szczawiem :P


Wczoraj pierwszy raz od dłuuuugiego czasu wybraliśmy się z moim TŻ na miasto, spotkać z przyjacielskimi twarzami. Choć wiem, że nie powinnam, że kaloryczne itd. ale piwko w NRD weszło mi jak woda :D Piękna pogoda, ławeczka na patio i dobry browar ze spritem to było to czego mi było trzeba ;] Potem obraliśmy jeszcze kurs na Krajinę Piva, żeby rozsmakować się w jakichś rzadszych trunkach i tam z kolei po raz enty chwaliłam zalety Browaru Kormoran. Zwłaszcza Wiśniowy przypadł mi do gustu, mniam. Żeby tylko nie wchodziło to wszystko tak bardzo w brzuch ;/ Ale! Po zdanej sesji i raz na ruski rok się nie liczy.


Z braku pomysłu na obiad zajrzałam do zamrażarki i nie znajdując w niej nic co mogłoby mnie naprędce uratować (np. zestawik warzyw na patelnię), wzięłam się za zupę. Informowałam Was jakiś czas temu o mojej wyprawie do hipermarketu i owocnym polowaniu, z których wróciłam naprawdę czując się nieco jak starszy łowczy :) Odgrzebawszy indycze porcje rosołowe i kawałek łopatki zawarzyłam na tym szczawiówkę <ślina...>. Szczaw jest pięknie zasłoiczkowany jeszcze od ubiegłego lata, kiedy to wywiozłam go łupieżczo z domu mego rodzinnego i sprawia mi zawsze dużo frajdy odkrycie któregoś z nich w szafce kuchennej. Niektórzy nie lubią, gdy jakieś zielone farfocle pływają im w talerzu, mnie to akurat w przypadku szczawiu nie przeszkadza ;] Mięsko odłożone zostało na jakieś inne spożytkowanie (gotowane w zupie jest pyszne, choć za małolata nie byłam taką jego zwolenniczką), zupa z jajkiem sama w sobie jest już i tak wystarczająco syta.
fitness motywator

Dość późno jak na mnie, ale dopiero co skończyłam SKALPELA. Naprawdę, ciągle mam ogromne problemy z udami, które przy przysiadach zmuszają mnie do rozprostowania ich chociaż na chwilę, bo inaczej chyba by eksplodowały ;] Ale wszystko przede mną jeszcze, więc walczymy, walczymy, nie poddajemy się ;] Mam też wrażenie, że po wczorajszym "zatruciu" organizmu alkoholem, dzisiaj podczas ćwiczeń pociłam się dużo mocniej. Najpewniej sam oczyszcza się z nadmiaru toksyn ;]

Walczę dalej z magisterką, bleh...

środa, 12 czerwca 2013

12. There's no future, motherf*cker!

Ekhm.. pragnę usprawiedliwić powyższy tytuł kompletnym dołem egzystencjalnym, w którym spotykają się na rozdrożu kwestie zakończenia szkoły, poszukiwania pracy, stażu - czegokolwiek. Magisterka przyprawia mnie o dreszcze, ale wizja bezrobocia lub utrzymywania się z czegoś czego nienawidzę - mdłości. Byłam dziś na rozmowie kwalifikacyjnej związanej ze sprzedażą, co nie jest moim ulubionym zajęciem, a na pewno nie życiowym targetem, ale jak mówi ludowe przysłowie "lepszy rydz niż nic". Zwłaszcza, że choć mniej, to jeść jednak trzeba a mamusia z tatusiem finansowy kurek zakręcą jak Ruscy gaz. No i się miotam psycho-patologicznie czy brać co popadnie czy może szukać głębiej a dokładniej i osiąść w miejscu, do którego pasuję. No nie wiem, nie wiem, ale jest lekko depresyjnie :(

W ramach tego stanu emocjonalnego nawet SKALPEL wyszedł mi jakiś koślawy, zrobiłam bo zrobiłam, ale z takimi ruchami i takim, kur*a uśmiechem albo jego brakiem właściwie, że szkoda gadać. Ciśnienie niby wskoczyło oczko wyżej, krew ładnie krąży ale te magiczne endorfiny gdzieś chyba spieprzyły przede mną w obawie bezczelnego ich niedostrzeżenia. 

Najważniejsze jednak, że z ociąganiem i brakiem motywacji, ale w końcu pełny trening zaliczyłam i to jest pozytyw dnia dzisiejszego. Zaraz muszę ogarnąć tyłek i przysiąść do magisterki, to może chociaż jedna zmora przepadnie. Głowa do góry, Zfieszaku!

P.S. Obiecywany wczoraj film z Mel B jednak nie dał rady się załadować na YT, widać duże gabaryty przeszkadzają nie tylko ludziom ;]Szukam innego rozwiązania.

wtorek, 11 czerwca 2013

11. Bliżej, coraz bliżej

Dziś postanowiłam wprowadzić innowację i po raz pierwszy przeszłam trening z Mel B. Co prawda o części z moich ćwiczeń powiedzieć "przeszłam" to  akurat trafne stwierdzenie, bo mięśnie się buntowały ;] Szczególnie ramiona - te to mam wątlutkie, oj wątlutkie. Tak jak na TBC dostaję śmiechobólów przy wielokrotnym podnoszeniu ciężarków tak było i tym razem - tyle że z Mel B korzystamy z butelek z wodą. W moim przypadku dwie Cisowianki bolały nawet bardziej niż fitnessowe ciężarki :)

Jakie wrażenia? Po pierwsze rozumiem dziewczyny, które widza podobieństwa między treningami Ewy i Mel B. Ok, są elementy podobne, wręcz takie same (unoszenie bioder przy leżeniu na plecach np.), ale po treningu Ewy czuję się zupełnie inaczej niż dzisiaj. Raz, że ćwiczyłam trochę dłużej (posklejane filmiki "Spajsetki" zajęły mi ok. 1h 20 min, a dwa że rytm ćwiczeń i angażowane mięśnie są jednak trochę inne. Po Skalpelu czuję głównie ból mięśni z przodu uda (kiedyś już o tym pisałam), co związane jest z licznymi przysiadami i półprzysiadami. Po dzisiejszych ćwiczeniach z kolei poczułam tył ud i znacznie bardziej pośladki niż przy ćwiczeniach z Ewką. 

Poczucie humoru Mel B rzeczywiście jest zaraźliwe, ale jak na pierwszy raz z jej instruktażem, to szczerze mówiąc zaczynało mnie to aż nieco denerwować ;]  Ruchoma kamera i niezbyt rozbudowane opisy ćwiczeń niezbyt mi sprzyjały, gubiłam się (żeby lepiej wczuć się w moją skórę wyobraźcie sobie wąski pokój - na biurku stoi laptop z filmem a ja leżąc na podłodze niezdarnie próbuję lukać co akurat na ekranie robią :P).

Nie będę podejmować wyboru, który z zestawów jest lepszy lub gorszy - uznaję, że każdy ma swoje "coś". Przyznam też, że do SKALPELA po prostu zaczynałam się przyzwyczajać powoli i nie ukrywam, że chyba przez to czuję się w nim lepiej.  

Na razie wgrywam też film, przy którym ćwiczę, na YT - może Wam też się przyda ;] Podrzucę linka później. 

poniedziałek, 10 czerwca 2013

10. Ruszamy z nowym tygodniem

Dziś nie będę się rozpisywać, bo jak już wspominałam, mam jeszcze kilka traktatów do wykucia na jutrzejszy egzamin. Na poprawę pracy moich szarych komórek zaaplikowany został właśnie SKALPEL i muszę przyznać, że od kilku dni nie czuję żeby robiło się łatwiej. Dam sobie jeszcze ten tydzień na obserwacje, może to tylko chwilowa bariera. 

Duszno jest niemiłosiernie kolejny dzień, pomimo solidnej burzy która nawiedziła nas w nocy i błyskała po oknach. Ćwiczenia w takich warunkach, zwłaszcza moim kiszkowatym pokoju, są naprawdę trudne do wytrzymania bez dania sobie chwili przerwy. Woda znika z zasięgu moich rąk w mgnieniu oka, co oczywiście ma pozytywny wpływ na mój organizm, choć jestem częstszym gościem w toalecie ;] 

Na dodatek mój rodziciel ma dzisiaj urodziny - 49. urodziny dodajmy ;] A jako córeczka tatusia, pierworodna i w ogóle największa nadzieja rodziny muszę zaraz chwycić za telefon i przesłać mu parę ładnych endorfin, którymi się własnie napakowałam ;] Wazelina to podstawowe spoiwo najmniejszej komórki społecznej, jaką jest rodzina! :D Ojciec, który najchętniej widziałby mnie w mundurze, też pewnie będzie zadowolony że działam coś w zakresie poprawy kondycji. Tyle radości niech ma chociaż ze mnie :)


P.S. No, może nie jestem ani "już" ani "jeszcze" little, ale wiecie jak to jest z naszymi ojcami :) 

niedziela, 9 czerwca 2013

9. Wymiary cz.1

Niedziela pod Toruniem jest wprost nie-ziem-ska! Słońce, lekki upał wręcz, brak chmurek - w porównaniu z resztą kraju, zwłaszcza ze stolicą, istna bajka. Zakończyłam własnie SKALPEL w tych nieco odmiennych od własnego kąta warunkach i nie było najgorzej. Poza tym, że wspomniana pogoda rzuciła mi się gęstym potem na twarz i resztę ciała. Aż mój TŻ (pozdrawiam dziewczyny z Wizażu!:P) jakoś wzbraniał się przed objęciem mnie :D Czyli krótko mówiąc : jest MOC! Menstruacja jakoś wyjątkowo nie jest dokuczliwa w tym miesiącu - może czas uwierzyć w to, że aktywność fizyczna jest lepszym lekarstwem na bóle niż tabletki?

Humor dopisuje, łyknęliśmy trochę świeżego powietrza i witaminki D starając się uczyć na osłonecznionej huśtawce :] Muahahaha, "starając się" - dokładnie! ;] 

Jakoś tak nieudolnie co prawda, ale jednak zmierzyłam się po raz pierwszy. Minął już co prawda równo tydzień moich ćwiczeń (pomijać wczorajsze wolne), ale nie podejrzewam że dużo przez ten czas straciłam.

Przystępując więc do rachunku sumienia:

waga: 73,5 kg

biust - 95 cm (mierzyłam na linii sutków)
pod biustem - 87 cm
talia - 73 cm
brzuch - 88 cm  (na linii pępka)
biodra - 105 cm (najszersze miejsce, patrzyłam w lustro :P)
"boczki" - 95 cm 
udo - 65 cm (jakieś 2 cm od krocza)
łydka - 38 cm 
ramię - 31 cm

Wzrostu nadal mam 174 cm :] Nie wiem do końca czy dobrze to wszystko pomierzyłam, nie odczytałam czy taśma ma być w miarę luźno na ciele czy powinna być ciasna, byle się nie wpijała? - nie wiem szczerze mówiąc. Może nabiorę wprawy i doczytam do następnego razu. Macie jakieś wskazówki odnośnie tego, jak często się mierzyć i ważyć?

Zrobiliśmy też kilka zdjęć "na wieczną pamiątkę" tego kształtu ciała, jakiego mam zamiar się pozbyć. Na razie może jednak powstrzymam się i wrzucę razem z jakąś większą relacją z postępów.

Słońca życzę i z okazji jutrzejszego poniedziałku - głowy i pupy do góry! ^^

sobota, 8 czerwca 2013

8. Wolna sobota

Dosłownie. Wybór dnia odpoczynku dla mięśni narzucił się sam, bowiem kolejny radosny cykl zaczął mi się zacząć właśnie dzisiaj, a jak już wspominałam jestem wtedy lekko mówiąc nie do życia. Obserwując relacje dziewczyn, które ćwiczą już trochę i dbają o zdrową dietę, wierzę że i mnie za parę miesięcy będzie trochę łatwiej. Okresy są podobno mniej bolesne i krótsze, nie powiem - byłoby miło :) A ja należę do dziewczyn, którym natura daje się pod tym względem tak bardzo we znaki, że z chęcią zobaczyłabym jakąś zmianę. Chociaż, gdyby tak się zastanowić, to pomimo wszelkich niedogodności, dałam sobie dziś radę bez faszerowania się przeciwbólami. Może jednak jest jakiś progres?


Dzień lenistwa
Ale żeby nie było, że całkiem przeputałam sobie dzień to dodam na usprawiedliwienie, że w kilku seriach zrobiłam koło 100 brzuszków (jeśli się nie przesadza, to nawet pomagają na ból  menstruacyjny, wg mnie przynajmniej) i jakieś pół godziny spacerowałam z 9-ciomiesięcznym bobo na rękach :)) Słodki ciężar, ale daje popalić bicepsom.

Aktualnie buszuję też po internetach w poszukiwaniu cud-kremu na istniejące rozstępy. Przy okazji ćwiczeń rzuciły mi się w oczy, a skoro mam zadbać o swój wygląd, to wypadałoby też zająć się tymi maleństwami. Ba, żeby tylko maleństwami... Moje szkaradztwa pochodzą połowicznie z szybkiego wzrostu w okresie dojrzewania i pewnie w większej części z tycia. Mam więc problem na udach (największe!) i na łydkach. Jeśli możecie coś polecić, będę bardzo wdzięczna. Na razie mam upatrzonego Palmersa, ale może ktoś ma wypróbowany inny specyfik?

Uczę się do ostatniego egzaminu na studiach i marzę, żeby wreszcie mieć to za sobą. Naprawdę, wolałabym już chyba zrobić sobie SKALPELA :)) A póki co, zawijam żagle w kierunku wspomnianej edukacji, i zacznę kombinować gdzie jutro zakamuflować się z ćwiczeniami przez teściami, żeby się nie przestraszyli :D

piątek, 7 czerwca 2013

7. Piąteczek w pełni słońca!

Dzisiaj byłam na TBC i na tym poprzestanę, basta, koniec i kropka. Chociaż czuję się fantastycznie i pozytywnie naładowana to jednak czas na trochę odpoczynku. Weekend spędzamy w domu mojego chłopaka, więc i warunki trochę inne i skrępowanie trochę większe. Na jutro lub niedzielę ustalę sobie całkowity odpust odpoczynkowy, nie zdecydowałam jeszcze który z nich będzie lepszy ;] Mam nadzieję, że wreszcie uda mi się zmierzyć siebie i porobić zdjęcia, żeby potem móc błyskać swoim sukcesem (wredna bestia, zakłada że taki będzie ^^). 

Do TBC powoli się wdrażam, już rzadziej się mylę, łapię wreszcie komendy Justyny ;] Zła część mojej duszy poratowała się dzisiaj obserwacją dziewczyny, która radziła sobie jeszcze gorzej ode mnie... Nie wińcie mnie, jestem tylko człowiekiem ;) Tak szczerze, to kto nigdy nie ratował swojego ego porównując się do kogoś, od kogo był lepszy? No, nie widzę jakoś lecących w moją stronę kamieni :) 

fitness motywacje
Muszę jednak przyznać, że dzisiaj naprawdę, NAPRAWDĘ się napociłam na zajęciach. Jest mimo wszystko trochę satysfakcji w moim głosie ;] Kolejna seria pompek na stepie, moje ramiona już drżą, Justyna woła że jeszcze 12 singli a ja widzę krople potu spadające na podłogę i myślę sobie "wow! Jak dawno was nie widziałam" ;] Radocha się kończy, gdy trzeba dobrnąć do domu a czerwoniutka twarz wyróżnia cię z tłumu xD

Miłego weekendu!


czwartek, 6 czerwca 2013

6. Szósty dzień szóstego dnia miesiąca - "szókces"!

Pomijając początek dnia, w którym wykonałam dwugodzinną rozgrzewkę spacerując po Carrefourze szukając szczęścia (znalazłam patelnię, dwa kilo łopatki i kilogram flądry - close enough!), dalej nie było tak dietetycznie. Co prawda uwielbiam pstrąga z piekarnika, ale fląderki nie znam pod inną postacią niż smażona i tym własnie zgrzeszyłam (mea culpa, mea culpa, mea maxima culpa...). Są w tym jednak i plusy - patelnia zdała test - to po pierwsze, a po drugie - pożarłam tylko jedną (!) fląderkę. Kto mnie zna, ten wie, że to odchył od normy. 

Dopiero niedawno mogłam wziąć się do SKALPELA, poszło nienajgorzej, choć moje mięśnie jak już wcześniej wspominałam, coraz bardziej dają znać o swoim zmęczeniu. Szczególnie uda tuż nad kolanami. Muszę zrobić sobie dzień przerwy do końca tygodnia, tylko go jakoś racjonalnie wybrać. 

Dzisiaj śmiałam się po raz kolejny "śmiesznym bólem" przy okazji "kółeczek" :)
Ewa Chodakowska Skalpel noga góra-dół
Góra-dół jeszcze jakoś jakoś idzie, przód-tył też, ale nie na darmo Ewa uspokaja "ostatni raz kółeczka!" :] O nie, nie, ona po prostu wie, że ja najchętniej zgięłabym już tą nogę w cholerę byleby tylko przestała boleć ;] No i "wytrzymaj jeszcze troszkę!" pojawia się w ostatniej, kryzysowej sekundzie przed utratą motywacji. Bless ya!


Zgrałam ćwiczenia Mel B na dysk, aktualnie konwertuje mi się film, który uzyskałam poprzez sklejenie wszystkich ćwiczeń w ustalonej na przyszłość kolejności ;] "Spajsetka" ma zupełnie inny rodzaj pozytywnej energii niż Ewa Chodakowska (nie mówię lepszy czy gorszy, po prostu inny), ale dopiero się przekonam jak to wpływa na współpracę z nią.  


Fun fact: nie wiem czy kogoś jeszcze to dopada, ale po paru minutach ćwiczeń włącza mi się ziewanie o.0 
I nie, bynajmniej nie jestem znudzona :D Wiem, że to kwestia dotlenienia, otwieram szeroko okna w pokoju, robię przeciąg, ale to i tak chyba za mało jak dla mojego zdziwionego aktywnością fizyczną mózgu :]

środa, 5 czerwca 2013

5. Po piąte... nie marudź!

Ale jak nie marudzić, kiedy w głowie na myśl o treningu zamiast fali endorfin pojawia się ciche "...a może dzisiaj jednak nie?". Nie wiem, zmęczenie o którym psiałam już wczoraj chyba daje się coraz bardziej we znaki. Powinna mnie roznosić pozytywna energia (egzamin zdałam dziś w trzy minuty na 5!) a tu jakiś taki flak ze mnie. Dzisiaj do wymówek dokładam PMS. Ciekawa jestem jak sobie poradzę z ruszeniem tyłka, kiedy zacznie się ulubiona przez nasz wszystkie miesiączka. Pierwszy dzień to dla mnie zawsze taka mała trupiarnia, najchętniej nie wyściubiałabym nosa z pokoju, a nawet i łóżka. No, ale to zobaczymy, nie ma co gdybać. 

Trening na dziś jednak za mną. Co ciekawe, czuję w niektórych momentach SKALPELA, że moje mięśnie powoli się wzmacniają, są bardziej skore do współpracy, chociaż niesamowicie zmęczone. Np. fragment na mięśnie brzucha robi się coraz prostszy, dalej jednak mam problem z pracą ud. Pozycja półprzysiadu (czyli "ktoś zaje*ał mi krzesło spod tyłka) sprawia, że mięśnie nóg dostają głosu - krzyczą! :D

Jeśli chodzi o inne boleści, to jeszcze powiem Wam o "odrywaniu pięt" ;] Takie tam, banalne ćwiczonko, nie?;] A potem łapie ten "śmieszny ból" a Ewa pogania "szybciutko" :D ogarnia mnie wtedy rozpaczliwy śmiech rannego zwierzęcia xD

Ewa Chodakowska skalpel odrywanie pięt

Dużo osób ćwiczących z Ewą przeplata jej zestawy z ćwiczeniami Mel B. Zastanawiam się czy może i mnie nie jest potrzebne takie zróżnicowanie, na razie jednak pooglądam na YT z czym to się je, zanim ściągnę na siebie jeszcze gorsze nieszczęście ;]

PS. Waga stoi. Przy szafie, w kącie pokoju, ale już jej nie wierzę. Nie spada nic, ale w lustrze widzę i czuję, że mam mięśnie. Ta cholerna miara i moja skleroza! 

wtorek, 4 czerwca 2013

4. A czwartego dnia...

... łapie mnie jakaś chandra. Podejrzewam, że mniejszy wpływ ma na to wysiłek fizyczny aniżeli ogólny stres (już pisałam o egzaminie? dodajcie do tego nowego współlokatora i obrazek będzie pełniejszy). Pogodę od początku miesiąca też mamy taką, że bez kawy ani rusz. Wiem, wiem - ćwiczenia też podnoszą moje tętno pod sufit, ale gdy po zakończeniu ćwiczeń adrenalina zaczyna opadać czuję się trochę jak mięciutka gąbeczka i przeważnie najchętniej zawinęłabym się do snu. 

No ale bez jojczenia, czas na konkrety. Wypróbowałam dziś dla odmiany SKALPEL II i... chyba zostanę póki co przy niższej jego wersji ;] Część ćwiczeń naprawdę sympatyczna (brzuszki przy krześle, podnoszenie kolan i skręt ramio), ale zrobiłam WTF, gdy Ewka zaproponowała to:
Ewa Chodakowska Skalpel II wstawanie na jednej nodze                               

Wygląda to-to całkiem niewinnie, jak zresztą większość czynności jakie Ewa wykonuje. Ale w moim wykonaniu... Powiem tak: słabiuteńkie mięśnie w porównaniu z poczuciem równowagi a'la krzywa wieża w Pizie nie pomagają mi w tym. Na zajęciach z TBC potrafi mną miotać przy odwodzeniu prostej nogi w bok, a tu jeszcze trzeba dupsko z krzesła podnieść! Zrobiłam ćwiczenia w łagodniejszej wersji (z ułożeniem jednej stopy na drugiej) i zrobiłam całą serię. Mam nadzieję, że uda mi się dotrzeć do momentu, kiedy zrobię to równo z nią :))

Element humorystyczny: wiecie jak to jest, gdy podkleja się nóżki krzeseł filcem, żeby nie szorowały podłogi? A wiecie jak to jest próbować oprzeć się na takim krześle by zrobić pompki z podparciem?;D W efekcie prawie wyrżnęłam szczęką w podłogę, gdy krzesło radośnie pojechało w drugą stronę pokoju. Teraz  zaprowadzam je pod ścianę i zapieram xD

poniedziałek, 3 czerwca 2013

3. Uprzejmie donoszę...

... że da się być na TBC jednego dnia i poddać się SKALPELOWI :D Co prawda dopiero teraz skończyłam, bo "tysioncpińcet" innych rzeczy było na głowie, ale radocha jaka! Chociaż nie powiem, dwa dni temu jakoś łatwiej wszystko szło :P Może moje szczątkowe mięśnie jednak się trochę męczą?

W każdym razie pozwalam sama sobie obdarować się naklejką:
Ewa Chodakowska naklejka Jestem z Ciebie dumna
W końcu przecież już mam minimalną dawkę na tydzień wyrobioną, c'nie?;] Teraz mogę już tylko iść na rekord. Swoją drogą, to najśmieszniej wychodzi mi chyba fragment ćwiczeń z leżeniem na brzuchu - Ewa krzyczy "oderwij uda od maty" a ja się w tym momencie zastanawiam czy dam radę z kolanami :D Ale bądźmy przy nadziei, że za jakiś czas będzie to tzw. pikuś.

PS. Oglądałam na YT filmiki z TBC i czuję się trochę w obowiązku Wam wytłumaczyć, że jest ogromna różnica między delikatnym hopsaniem jakie tam widziałam a twardym wyciskiem, jaki jest mi serwowany :) Ale to przy innej okazji.

2. Dzień 3 i do tego poniedziałek :)

Aloha Wam i mnie!

Wróciłam, a właściwie na pół przyczołgałam się z zajęć TBC i nie powiem, wzięłam dość chłodny prysznic żeby uspokoić rozgrzane mięśnie. Moja wydolność gdzieś po pół godzinie zajęć zaczyna wołać o szybszy bieg wskazówek zegara bo inaczej ogarnie ją pomroczność jasna. Pamiętacie WF ze szkoły, gdzie najpierw trzeba było przebrnąć przez rozgrzewkę a potem było hasło "róbta co chceta" i tak naprawdę każdy się modlił żeby tylko rozgrzewka minęła szybko? Cóż, TBC z Justyną to taka godzinna rozgrzewka :D A moje wspomnienie z zajęć WF może tłumaczy nieco czemu to takim ambiwalentnym podejściem do kondycji fizycznej cieszyłam się do tej pory. 

Fitness motivation


Jak obiecałam, tak zrobiłam - wczoraj był SKALPEL, dzisiaj pod wieczór o ile oderwę się od pasjonującej nauki na jeden z ostatnich egzaminów w moim życiu, może dołożę sobie jeszcze jeden. Miary jak nie miałam tak nie mam :D Ale, ale... ważniejsze dla mnie póki co jest to, że czuję wreszcie posiadane mięśnie. Napinam brzuch i ... Jezu, coś tam jest! I to nawet, nawet twarde :D <zboczuchy, oswoić kosmate myśli!>

W najbliższym czasie porobię trochę fotek "przed", ale nie będę póki co Was nimi straszyć. Chcę raczej mieć porównanie dla samej siebie.

Waga po powrocie z TBC pokazuje 73,5kg. Ale zaraz zjem porcję serka wiejskiego i wszystko wróci do normy :P

niedziela, 2 czerwca 2013

1. Startujemy

Motywacja do ćwiczeń

No właśnie. Zakładam tego bloga z myślą o kontrolowaniu samej siebie w tym co mam zamiar osiągnąć, a być może/a nóż (łyżka,widelec) ewentualni czytelnicy podziałają na mnie jak ciężki bat i będzie nieco lepiej z motywacją? :)

Od miesiąca, dwa razy w tygodniu chodzę na zajęcia do klubu fitness na moim osiedlu. Świetna sprawa, choć na kluskę jaką się stałam, poczatkowo wysiłek działał jak obuch. Zajęcia prowadzi świetna trenerka i podczas TBC czy BPU nadal czuję, że tętno mam gdzieś w uszach a brzuch krzyczy, ze juz nie może - ale już nauczyłam się z tego cieszyć. W końcu przecież coś robię!

W tym miejscu powinnam złożyć głęboki ukłon, wielkiego całusa czy czego by tam sobie życzył, mojemu chłopakowi. Zafundował mi karnet do klubu w ramach urodzin i chyba dzięki temu dostałam takiego kopa - że mogę, że chcę, że dam wreszcie radę! 

Na razie postanowiłam, że codziennie będę robiła SKALPEL Ewy Chodakowskiej, o ile nie będzie to dzień na fitnessie. Godzinka dzień w dzień to i tak fajny wynik na początek, myślę. No i tak , czas chyba na te najbardziej wrażliwe tematy: wymiary.  Prozaiczna sprawa, ale muszę wybrać się do pasmanterii bo nigdy nie zainwestowałam w taki mały gadżet jak miara krawiecka :D Mogę Wam dziś jedynie powiedzieć, że mierzę 174 cm a waga oscyluje około 75 kg (w przeciągu tygodnia potrafię ważyć zarówno 74 kg, jak i 76kg).

Wczoraj (01.06), a wiec w Dzień Dziecka, zaczęłam SKALPELEM i zaraz też się do niego zabieram. Do dzieła więc i życzę sobie powodzenia!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...