środa, 14 sierpnia 2013

75. A na imię jej było... Monika :)

Los zdaje się jednak podstępnie bawić ze mną, bo w momentach, kiedy zaczynam się już gorzej czuć - podsyła mi pierwiastek nadziei ;] Po w sumie dwóch miesiącach poszukiwań (nie licząc incydentu z Mateuszem) znalazłam dla nas współlokatorkę ;] No, właściwie to sama się znalazła i podjęła niezależną decyzję, ale tak czy inaczej kamień z serca i takie tam. Problem solved. 

Ale to jeden z nich. Inne są takie, że w poniedziałek byłam na kolejnej rozmowie kwalifikacyjnej i ciągle czekam na odpowiedź, ba! teraz to już dwa potencjalne miejsca pracy torturują mnie niepewnością. Tak bardzo chciałabym już mieć poczucie zarabiania na siebie, odciążenia rodziców i dania im pewnej satysfakcji....ech. Dalej idąc - siedzę wiec na tyłku w domu, nudząc się, choć próbuję wymyślać różne zajęcia. Co za tym idzie - nuda działa stymulująco na mój ślinotok i łakomstwo. Muszę się bardzo, bardzo, bardzo pilnować żeby nie podjadać a jeśli już to coś warzywno-owocowego.Gorszą konsekwencja nudy jest jednak jest pewna już niemal katatoniczna odmiana, kiedy to człowiek tak bardzo wtopi się w robienie rzeczy bezmózgich, że wołami go nie można zaciągnąć do jakiejkolwiek aktywności. No i tak właśnie się dzieje - przeputałam sobie dwa ostatnie dni, dzisiaj jednak powiedziałam "ho,ho,ho, cototonie" i przeskalpelowałam się. Musze wziąć się w garść i to stanowczo....

piątek, 9 sierpnia 2013

70. Czas wracać...

Daaaawno mnie tu nie było. Co więcej i gorzej - nie było mnie tu bo nie ćwiczyłam. Lipiec i początek sierpnia okazały się zwodniczymi miesiącami - wcześniej musiałam się Wam tłumaczyć z wyjazdu do rodziców, który wybił mnie nieco z rytmu a teraz (20 lipca) wyruszyłam do rodziców TŻ na żniwa i wróciłam w ten wtorek (6 sierpnia). Naliczyłam aż 21 dni bez zestawów ćwiczeń, choć muszę powiedzieć (nie broniąc się oczywiście), że ten czas spędziłam dość aktywnie i w dużej mierze na świeżym powietrzu. Nie to, żebym operowała kombajnem czy innym tego typu transformersem, ale wokół gospodarstwa jest całkiem sporo zajęcia :) Pomijając pomoc w kuchni i opiece nad 11-miesięczną Tośką to odnajdowałam się w zajęciach na zewnątrz. Pielenie chwastów, zrywanie ogórków, jabłek, karmienie "kłólików" - to rzeczy o których w przeszłości pewnie rzadko myślałam w charakterze przyjemności :) A teraz, po powrocie w wąskie ściany blokowiska czuję, że ta przestrzeń, ten ogródek i warzywniak to całkiem fajna sprawa - szczególnie w taką pogodę. Może wcale nie jest mi pisane być wielką panią z miasta a .... wielką panią ze wsi? :D Jako przykład mojej aktualnej "kondycji" mogę przytoczyć fakt, że kupiłam ostatnio pierwszego w swoim życiu "Działkowca" xD I omawiałam go z moją teściową in spe. 

No dobra, żeby  być całkowicie szczerym to przez dwa dni musiałam prowadzić traktor w trakcie zbierania słomy z pola ;] Mówię o tym jak o karze, bo nie lubię jeździć czymkolwiek gdziekolwiek a pojazdów mechanicznych wystrzegam się jak mogę, nawet jako pasażer. No ale mus to mus, zabrakło ludzi, ktoś prowadzić musiał - posadzili, wytłumaczyli i ... pojechałam xD chłopacy musieli się oczywiście nieco pośmiać ale i tak nie było najgorzej :) Może od tego zacznie się moje przełamywanie? Muszę, muszę, muszę nauczyć się jeździć - ale co z tego kiedy STRACH ma wielkie oczy? Ale do pracy potrzebuję czterech kółek i ostatnia rozmowa dobitnie mnie o tym przekonuje - facet wstrzymuje się z decyzja bo moim minusem jest właśnie brak czynnego prawa jazdy :(
Postanowienie z alkoholem oczywiście mi nie wyszło - dlatego nowa data startowa ustaliła się na 6 sierpnia. Jestem jednak słabego ducha i daję się łamać ludziom (no i samej sobie );/

Dzisiaj zaczęłam od skalpela, po takiej przerwie nawet on nie był jakiś specjalnie łatwy, ale nie jest też przesadnie źle. Parę dni, może intensywniejszego treningu, i będę w formie sprzed dwóch tygodni. Przyznam się też, ze dotychczasowe upały nie wpływały na mnie dobrze, więc i wymówkę od treningów miałam jak się patrzy. Teraz, gdy temperatura spadła o 10 stopni (łał, mamy nadal 25 w cieniu xD), da się to jakoś wytrzymać. 
Poniżej rozliczam się z lipca.


Podsumowując:
- 17 dni wolnych - toż to ponad połowa miesiąca! Hańba i wstyd. Wliczam w nie okres żniw, bo choć pracowałam fizycznie, to jednak tez popuściłam sobie z jedzeniem. Żyjąc na czyjejś lodówce trudno jest przestrzegać jakichkolwiek zasad, zwłaszcza że samo wyróżnianie sposobem żywienia stawia człowieka na celowniku ;]
- 4 x Mel B
- 2 x Jillian Michaels - to był mój eksperyment, ale bardzo fajny, niektóre z jej ćwiczeń nie pojawiają się ani u Ewy, ani u Mel B, dlatego muszę je przeplatać w jakimś sensownym układzie. 
- 5 x skalpel
- rower 17 km
- spacer 11 km

O wymiarach będę informować później ;] A na razie - trzymać za mnie kciuki, żebym się wzięła do roboty! :)

środa, 17 lipca 2013

47. Brak pracy = szajba

Nie jest ze mną dobrze, kiedy nie mam jasno określonych obowiązków... Nigdy nie spałam dłużej niż do 8, nawet w wolne dni - dzisiaj obudziłam się o 9... Nie potrafię się skupić na książce, uczę się angielskiego z podręcznikiem i programem - ale ile można? Plusem dnia dzisiejszego jest to, że poprawiłam (czytaj: zszyłam i przeszyłam) sukienkę tak, jak od dawna chciałam. Chyba znajdę w szafie wszystkie pozostałe ubrania, które miały jakieś drobne usterki i rozpocznę świetlaną karierę krawcowej --".


Rano (o ile to można jeszcze rankiem nazwać) zrobiłam SKALPEL i było w sumie naprawdę sympatycznie, nadal wysiadam szczególnie z tym wypadem nogi w przód i w tył, ale powoli, powoli chyba moje mięśnie jednak się wzmacniają. Włączyłam sobie energiczną muzykę, bo w sumie polecenia Ewy znam już prawie na pamięć i bardzo przyjemnie mi się ćwiczyło. Pogoda za oknem była piękna, aż chciało się wyjść, ale przełożyłam ten zamiar na jutro. Zrobię mały obchód po osiedlu,żeby zobaczyć, gdzie ewentualnie mogłabym pobiegać. Widzicie, z moim bieganiem jest tak, że nigdy nie biegałam w mieście :P Zawsze po dobrze znanych leśnych ścieżkach, ewentualnie plaży - ale to i tak tylko z kimś albo za bardzo jasnego dnia. Boję się ludzi w lesie, za dużo świrów spotykam. Ale mam zamiar zacząć truchtać i biegać, tylko potrzebuję jakich utartych szlaków w okolicy, nawet jeśli miałyby to być kilometrowej długości monotonne kółka. Poza tym w moim umyśle pojawiło się do razu pytanie: co się robi podczas biegu z kluczami?:P W tak ciepłe dni jak teraz, kiedy nie ma się bluzy ani kieszeni? Widziałam sympatyczne spodenki z zamykaną kieszonką na stronie Decathlonu, jednak zainwestuję w nie dopiero wtedy gdy będę pewna, że się przydadzą :)

Hit dnia dzisiejszego w kategorii żywność to potraktowany blenderem banan i dwie brzoskwinie, które pięknie skomponowały się z maślanką. Żadnego cukru, nic - a słodkie jak samo niebo :P

wtorek, 16 lipca 2013

46. Ryba wpływa na wszystko! :)


Zainspirowała mnie do tego zachwytu makrelka, którą wcięłam na kolację. Uwielbiam ryby, wszelkie ryby w rożnych postaciach, choć bez przesady - są takie przepisy, które uważam za marnotrawienie pysznego mięska. Generalnie to zawsze mam silne postanowienie zrobienia czegoś z makreli, odkrycia nowego przepisy, jakiejś sałatki, nowej pasty itd. - a zazwyczaj i tak kończy się na przełożeniu jej na talerz i powolnym wcinaniu tak, o! :P Można odebrać mi słodycze i czekoladę, ale niech nikt nie waży mi się odebrać tych przysmaków! Ludzie mówią, że dzięki temu widać, ze jestem znad morza ;] Bullshit, wśród moich znajomych z rodzinnych stron przeważają ci z awersja do ryby. Jestem jaka jestem i tyle. Cała moja familija zresztą uwielbia ryby morskie zwłaszcza, może kwestia wdrożenia od małego tu zaważyła. Wiem w każdym razie jedno - ryby są zdrowe i pyszne, i można je zrobić na tysionspinćet różnych sposobów, tak żeby każdemu dogodzić. No i co ważne - są dobre dla takich jak ja, chcących zrzucić wagę i zdrowo się odżywiać. A dla tych, którzy boją się ości polecam własnie ryby morskie, szczególnie flądry. Makrele, śledzie też są ok. 

Poza tym reszta dnia też w sumie dietetycznie - rano otręby z jogurtem naturalnym i brzoskwinią a na obiad gotowany kalafior i brokuł. Tym razem zrezygnowałam z ukochanej bułki tartej na rzecz ograniczania tłuszczu, który wchłania :( Ale i tak było dobre! :) Zmierzam też do końca butelki wody mineralnej, którą zaczęłam rano, więc i na tym polu jest sukcesik. To dobry dzień :) 

Dziś znowu ćwiczyłam z Mel B, myślę że w przyszłym tygodniu muszę przedłużyć trening do tej 1h15minut, które wychodzą po dodaniu ćwiczeń ABS i ćwiczeń całego ciała. Myślę, ze mnie na to stać powoli, a trzeba "naciskać" to ciało jeszcze bardziej, żeby ugięło się pod moja mocą (buahahahaha!). Ekhm :) Skoro już przy Mel B jesteśmy to chciałam tylko powiedzieć, że te niewinnie wyglądające ćwiczenia na ramiona są killerskie! Ło mamusiu, ćwiczę z dwiema butelkami Cisowianki i nigdy bym nie pomyślała, że takie obciążenie przy kilkunastu podniesieniach w górę będzie mi się wydawało olimpijska sztangą! Miejmy nadzieję, że się wyrobię, bo chcę przejść na większe ciężary a póki co - mięśnie jak u komara....


poniedziałek, 15 lipca 2013

45. Dodajemy nowe postanowienie!


I to bardzo, bardzo, baaaaaardzo trudne. Nie wiem jeszcze nawet jak mi z nim pójdzie, no po prostu nie wiem ;] Chodzi mianowicie o alkohol i jego wpływ na efekty i trwanie samego treningu. Wczoraj z TŻ popijaliśmy szampana oglądając filmy, doprawiliśmy to winem i było bardzo sympatycznie - żeby nie było że się zalałam w trupa :) Ale dzisiaj, ćwicząc z Mel B... masakra jakaś. Brak woli współpracy w moich mięśniach, nic, zero, nul. Walczyłam z tymi leniwcami, tylko że wydawały się bardziej zmęczone niż wczoraj (zapomniałam dodać, ze niedziela była moim dniem wolnym od ćwiczeń). Ograniczyłam już i tak piwo, ale teraz... cóż ja mam począć? Jak to sformułować? Pozbawić się alkoholu nic, zero, kompletnie? Czy zostać np. przy lampce wina, półlitrowym piwie i jednym drinku? Nie chcę zostać kompletną abstynentką :( A z drugiej strony wiem, że to co popijam cofa mnie jakby w treningu i pracy nad własnym ciałem. 

Mimo wszystko - spróbuję. Najwyżej będę się mocno kajać, jeśli przekroczę obostrzenia. A więc 15 lipca niech będzie zapamiętany jako początek mojej względnej abstynencji (zostanę przy tym kieliszku wina:P). Kurczę, jeśli nie "wychodzi się na piwo", to na co wyjść ze znajomymi, żeby nie było tucząco?;] Jakieś propozycje? "Hej, ruda, co powiesz na wypad na sałateczkę na mieście?" :P 

Dzisiaj intensywne przeczesywanie internetu w poszukiwaniu ofert pracy, połowu współlokatora/lokatorki ciąg dalszy i generalna zabawa w hydraulika - rozpieprzyła nam się bateria przy wannie ;/ Przy okazji umyłam całą porcelanę i wannę, więc sumienie czyściocha też mam załatwione. 

Kurczę, trzeba w ogóle ruszyć tyłek bardziej bo mam wrażenie, że stanęłam w miejscu z efektami :(  Niebawem więc postanowień ciąg dalszy!

sobota, 13 lipca 2013

43. Przystanek "Lenistwo" :)


Nie od ćwiczenia co prawda, ale jednak... poleniuchowałam dzisiaj :D Cały dzień deszcz nie dawał o sobie zapomnieć, tworząc niezbyt miłą atmosferę, wiec z radością oddaliłam się w odrębny świat gier RPG :) Nareszcie skończyłam podstawkę Neverwinter Nights, którą zainstalowałam jeszcze gdzieś na jesieni i nie miałam czasu przysiąść. Ja wiem, że niektórzy ludzie (jak mój TŻ:P) mają alergię na elfy, krasnoludy i smoki - ale cóż, ja pałam żarliwą miłością od czasów pradawnych, więc z radością gram w innej rzeczywistości niż nasza. 

Zresztą, bardzo dużo tam motywatorów :D Jeśli jest się zwolennikiem ras pięknych i smukłych, jak elfy wszelkiego pokroju, trudno znaleźć wśród nich kogoś z nadwagą xD W Neverwinter Nights jedną z najsmutniejszych ról gra też wspaniała wojowniczka, Aribeth de Tylmarande, której avatar zawsze staje mi przed oczami, gdy mam ochotę chwycić miecz i kogoś nim zdrowo zdzielić :) 

Muszę powiedzieć, że dzisiaj trening z Jillian Michaels nie poszedł mi tak gładko jak wczoraj. Może to kwestia pogody, może ogólnego samopoczucia które nie jest najwyższych lotów, ale byłam momentami bardzo zmęczona. No i nie dodałam tak jak wczoraj ćwiczeń Mel B, żeby się dobić bo miałam dość już po tej pół godzinie. Może zaraz, na dobranoc, dorzucę jakieś brzuszki i pompki? Sumienie mniej by bolało :P

Szukam dalszych urozmaiceń treningowych i postanowiłam zapoznać się z tym magicznym Insanity. ŁO MATKO PRZENAJŚWIĘTSZA, RATUJ NAS, MALUCZKICH!!! o.0 Trzeba być naprawdę szalonym, żeby do tego podejść, ale oczywiście wizja skończenia tego treningu zabłysnęła mi przed oczami jako piękna zdobycz :) Ale, ale... trzeba mierzyć siły na zamiary. Na razie męczę się przy takich mało ruchliwych zestawach, jak do tej pory, więc Insanity by mnie zabiło. Po drugie - potrzeba tam jednak nieco większej przestrzeni niż ten metr pomiędzy wersalką a biurkiem w moim pokoju :P Odkładam więc na razie z nabożnym podziwem ten zestaw na półeczkę, czekając aż moja kondycja pozwoli mi nie wyzionąć ducha przy pierwszym teście :) 
A propos kondycji, myślę nad zakupem skakanki. Pamiętam, że zawsze była moją zmorą, nienawidziłam skakania jako dziewczynka i nigdy mi to nie wychodziło - więc może byłaby fajnym sposobem na pozbycie się zadyszki i zrzucenie zbędnego balastu? Tylko znowu - jak ja to w bloku sąsiadom mam niby zrobić? :) Może powinnam zastanowić się nad wchodzeniem na teren pobliskiej podstawówki, maja tam tartan, więc ie obciążałabym tak kolan. Może, może.

Edit:
Dorzuciłam jeszcze 200 sztuk różnorakich brzuszków, minutę planka, i po 40 "machnięć":P na każdą nogę z  dwóch ćwiczeń na pośladki ze Skalpela. Teraz mogę iść w spokoju spać :P

piątek, 12 lipca 2013

42. Deszczowo mi.

Hej, hej, hej - pada cały dzień! I nie jest mi z tym źle, brakowało już tego deszczu. nie m burzy, nie ma gradu, klęski żywiołowe omijają to pobłogosławione zapachem piernika miasto. Co prawda ciśnienie poleciało na łeb, na szyję i poranna kawa była jak podłączenie się pod kroplówkę. 

Trochę przemęczyłam angielski, poszły kolejne dwa rozdziały podręcznika. Z racji odzyskania telefonu ośmieliłam się wysłać kilka życiorysów do potencjalnych pracodawców - ba, kto nie chciałby takiego skarbu jak ja? O dziwo, po godzinie dzwoni telefon - pan prezes fundacji do której aplikowałam - i jakoś tak burczy - pyta: "na jakie stanowisko pani aplikowała bo kilka ogłoszeń dałem". Odpowiadam spokojnie na jakie, pyta następnie o doświadczenie. Tłumaczę, że 8 miesięcy robiłam bezpłatne praktyki chcąc się czegoś nauczyć. Na co on : "to z czego pani żyła przez ten czas? rodzice?" xD No to mnie zgasił jak zużytego papieroska.  Cóż, trzeba się przyzwyczaić, zanim znajdę robotę pewnie jeszcze wiele takich rozmówek mnie czeka. 

Czas na meldunek postępów - wzięłam się dziś za 30 day shred z Jillian Michaels. Bardzo ciekawa odmiana, muszę tylko uważać na kolana bo znowu lewe w którymś momencie zaczęło pobolewać. nie mam oczywiście hantelków, ale wiedziona doświadczeniem nabytym z Mel B chwyciłam po prostu butelki z wodą, choć cholernie niewygodnie się je trzyma :) 

Jillian sama w sobie jest czymś pośrodku Ewy i Mel B :) Ma więcej energii niż ta pierwsza i jest mniej "rozwrzeszczana" niż druga :) Często zwraca uwagę na potencjalne błędy i dopinguje. Jednak gdy skończyłam te 27 minut to było takie "To już?!" i czując, że mam jeszcze zapas energii zrobiłam sobie 15 minut treningu całego ciała z zestawu Totally Fit Mel B. I wtedy już poczułam się spełniona :) Na pewno nie będę robić zestawi Michaels dzień w dzień, bo znudzi mi się tak samo jak Skalpel, ale mam kolejną alternatywę do swoich treningów. 

Na koniec i miły piąteczek jedna z piosenek, które często za mną ostatnio chodzą - Mela Koteluk "Spadochron". Miłego weekendu!

czwartek, 11 lipca 2013

41. Patam, patam, tam tam - czyli pieniądzory po-szły! ;P

Uśmiecham się przy tym, walcząc z grymasem nieszczęścia bowiem pieniądzorami okupiłam powrót mojego ukochanego telefonu w me łapki. Okazało się, że usterka była poważna i wybuliłam nieco. Następnie, żeby złagodzić smutki, kupiłam sobie pożądaną tego lata maxi spódnicę ;D A co!

Nawet Wam się pochwalę: ) Po lewej macie mój zakup, po prawej, do wglądu, lepsze zdjęcie z aukcji alledrogo :P Spódnica jest świetna, w 95% składa się z bawełny i czuć to w trakcie noszenia. Nie chciałam bardziej prześwitującej, jak te szyfonowe, bo.. no po prostu nie lubię i już ;] 
Ciekawostka jest też taka, że pas jest na tyle szeroki, że można oszukać system i ubrać ją jako sukienkę i nikt się nie spostrzeże ;D Ma też jeszcze jedną funkcjonalność - świetnie maskuje "naddatki" w tych okolicach, a kiedy już ich nie będzie to po prostu pas złoże na pół! Haha, Einstein ze mnie :P

Dzisiaj przerobiłam SKALPEL, a zaraz biorę się do zapoznawania się z treningami Jilian Michaels. Jeśli się spodobają to może włączę je do stałego rozkładu jazdy. Do dzieła zatem!

środa, 10 lipca 2013

40. Nadal bez telefonu ;/

Cóż, zgodnie z moim postanowieniem - jak już być bezrobotnym, to chociaż nie leniwym - wzięłam do łapki książkę z rozszerzonym angielskim i przerobiłam dwa rozdziały. notuję słówka, "frazale", potem przejdę głębiej w gramatykę. Staram się też czytać na głos wszystkie czytanki, żeby posłuchać własnej wymowy. Masakra, tyle lat niby człowiek uczył się tego języka a nie jest różowo. 

Skończyłam jakiś czas temu SKALPEL,  okazuje się że faktycznie dobrze mi robi częstsze przeplatanie go z innymi zestawami. Mimo to i tak w pewnym momencie kolano się odezwało, więc po prostu olałam na moment Ewę i wstawiłam sobie w to miejsce ćwiczenie z Mel B :P Ale potem już grzecznie powróciłam do wykonywania poleceń. Na koniec dodałam też sobie parę minut rozciągania, nóg szczególnie, bo ostatnio kłóciłam się z mamą "kto potrafi co zrobić" i okazało się, że przegrywam z mamuśką :P no, dla ścisłości należałoby dodać że byłam akurat na alkoholowym kurażu, więc może nie było tak źle :P

Generalnie to tak jak pisałam wczoraj, jest jakoś ciężej się wziąć i zebrać. Grrr. Muszę też przede wszystkim przez wakacje wypracować sobie jakąś nową metodę żywienia, bo z aktualną raczej nie schudnę. Mięśnie się wypalają, czuję  że są elastyczniejsze i mocniejsze ale tłuszczyk jak był tak jest chyba. Ale będziemy z tym walczyć :))

wtorek, 9 lipca 2013

39. Podsumowanie czerwca :)


No tak, w sumie najwyższy czas na to :) W końcu już pierwszy tydzień czerwca za nami, drugi prawie w połowie, więc trzeba się ogarnąć. Dzisiaj podsumowanie tylko treningowe, bo tak jak już wczoraj wspomniałam, wymiary zdejmę później :) Jak wyglądał mój miesiąc zobaczycie najlepiej na "kartce z kalendarza" poniżej:




















Podsumowując więc:
- 6 dni wolnych - trochę za dużo, ale dzień obrony i dzień na kaca po nim sobie łaskawie odpuszczam :P
- 2 x Mel B Totally Fit - robię pełen program dla przypomnienia, nie tylko ramiona czy brzuch :) Coraz  bardziej mi się podoba ten zestaw jako alternatywa dla Ewy.
- 2x 6x5 Ewy Chodakowskiej - nie wkręciłam się w to za bardzo, ale głównie ze względu na dolegliwości kolana, może w lipcu przyjrzę się temu bliżej.
- 3x TBC - czyli zdecydowanie moje ulubione zajęcia na fitnessie :) (ups, co mi przypomina, że czas wykupić nowy karnet... :P>
- 1x BPU - inne zajęcia na fitnessie, nie oceniam ich jednoznacznie bo były z inną prowadzącą i to chyba ona  mi nie przypadła do gustu ze swoim stylem po prostu.
- 1x Killer Ewy Chodakowskiej - nie powiem, nie powiem - męczący i energiczny ;] tylko sąsiadom za mocno tupię :P
- 1x Skalpel II Ewy - dała mi tu taki wycisk, że ho ho ho. Musze spróbować zrobić go jeszcze raz bo  wypadł na początku miesiąca kiedy byłam prawdziwym truchełkiem :P
-15x Skalpel Ewy - od niego zaczęłam i polubiłam, choć zaczął obciążać zbytnio lewe kolano. Po jakimś czasie jak zresztą widzicie zaczęłam kombinować z czymś nowym. nie wiem jeszcze w jakim kierunku pójdę dalej bo mam wciąż za małe rozeznanie :)

Jeśli chodzi o jedzenie, to nie było zbyt dietetycznie. Są oczywiście pewne zmiany na plus, jak np jedzenie śniadań czy ograniczenie tłuszczy ale ciągle mam w sobie "głód". Piję więcej wody, jeśli herbaty to liściaste i owocowe. Z kawy jednak nie jestem w stanie zrezygnować :))

Ech, taki właśnie był czerwiec;] Dziś poleciał znowu zestaw Mel B, ale zmachana i spocona byłam strasznie. Ciągle się wdrażam w rytm ćwiczeń po pobycie u rodziców;/ Leniuch jeden ;]

Dobranoc!

poniedziałek, 8 lipca 2013

38. Wznawiamy nadawanie po przerwie :)

Primo: jeśli dziwi Was numeracja posta to macie absolutną rację ;] Zastanawiałam się jak po przerwie w pisaniu to wszystko uregulować, pisałam dotychczas każdego dnia i chciałam zachować ten ciąg - żeby unaocznić sobie i Wam ile już trwa moje lepsze życie :P Dlatego po tygodniowym urlopie - witam z powrotem! 

Kilka słów relacji zatem - pod koniec czerwca stałam się szczęśliwą magister nauk politycznych z piątką na dyplomie ;] Obrona była czystą przyjemnością, promotor wydawał się być wzruszony, podobnie jak i my;] Potem był bardzo sympatyczny wieczór w gronie znajomych ^^ Następnie wyruszyliśmy z TŻ na północ kraju, nacieszyć trochę rodziców moja obecnością a siebie - widokiem i zapachem morza ;] Ostatecznie morza nie było wcale tak dużo, ale na świeżym powietrzu przebywałam praktycznie cały dzień :)

W sumie to trochę się obijałam jeśli chodzi o ćwiczenia, ale tak to jest że w czyimś domu, zwłaszcza jeśli jest się w gościnie u rodziców, ciężko zabrać godzinę dla siebie. Raz zrobiłam skalpel, raz zaliczyliśmy rowerową wycieczkę na 17 km, a 4 lipca byłam pierwszy raz w Koszalinie i Mielnie. Niby po sąsiedzku a nigdy nie zawitałam ;] Nie włączaliśmy endomondo, ale parę "klocków" podczas zwiedzania na pewno wpadło. Ogółem więc nie czuję się tak bardzo winna :)

Inna sprawa, to oczywiście kuchnia i pobyt u mamusi. Ja pierdzielę, nie wiem czy ja z tego wyrosnę kiedykolwiek. W rodzinnym domu dostaje małpiego rozumu na widok tego całego jedzenia i zachowuję się jakbym sama chciała zostać lodówką ;P Było i tak lepiej niż zawsze, ale gorzej niż w Toruniu. Trzeba będzie to nadrobić. 

Dzisiaj na dzień dobry rzuciłam zestawem Mel B. Potrzebowałam dobrej energii i te ćwiczenia rzeczywiście mi jej dodały. Popsuł mi się telefon, współlokator uciekł, z ofertą pracy jeszcze nie odpowiedzieli. Ech, oby tydzień skończył się znacznie lepiej. 

PS. rodzice powiedzieli, że na pierwszy rzut oka widać że ćwiczę :D Udawałam, że im nie wierzę, ale uchachałam się w duchu ;] Nie są z gatunku tych, co słodzą bez powodu ;P 

PSS Nie mierzę się teraz, bo znów przyszedł wiadomy czas w miesiącu i czuje się "napompowana", ale za tydzień uaktualnię wyniki ;]

piątek, 28 czerwca 2013

28. Pomiędzy.

Konkretnie to pomiędzy wczorajszą rozmową a jutrzejszą obroną ;] Po jednym jeszcze nie ochłonęłam, do drugiego chyba za dobrze się nie przygotowałam... No, może poza prezentem, bo ten obmyśliliśmy i wykonaliśmy świetny ;] Zdjęcia wrzucę Wam jak już będę magistrem, żeby nie podpaść dziwnym zrządzeniem losu;P 

Zrobiłam dzisiaj pyszny obiadek, nie wiem jednak czy kaloryczni guru by go pochwalili, ale szczerze mówiąc - wbite;] Mianowicie - pokrojoną jak na gulasz łopatkę podsmażyłam, dorzuciłam całą paczkę mieszanki chińskiej, wlałam puszkę krojonych pomidorów i dużo, dużo, dużo ostrej papryki mojej mamusi ;] Do tego ugotowaliśmy ryż naturalny;] Gotował się długo, długo - nie napęczniał tak jak zwykły i gdy wyjęłam jedną paczkę na spróbowanie to nie byłam do końca pewna czy to już czy nie. Był lekko twardawy, ale to przez pozostawione na nim osłonki i powiem że smakował niesamowicie, nawet mojemu TŻ. Muszę chyba częściej go używać :) Było ostro, warzywnie i w ogóle aromatycznie - a to w kuchni lubię ostatnio bardzo ;] 



Dziś jestem po SKALPELU i muszę powiedzieć że dzięki krótkiej przerwie widzę poprawę - po pierwsze w wykonywaniu ćwiczeń, a po drugie w moim kolanie. Co prawda odzywało się cichutko przy niektórych ćwiczeniach, ale już wiem jak unikać jego nadwyrężania. A propos postępów - nie wiem czy cieszyć się czy martwić, ale widać już powoli że zmieniają mi się mięśnie ud. co prawda, kryją się jeszcze wstydliwie pod warstwą tłuszczowej otuliny, ale przy ich napięciu a zwłaszcza po treningu - widać ich kształt tuż nad kolanem. Powiem, że nawet wyraźny kształt, odcinający się. Nie wiem do końca czy ładnie to wygląda i jak będzie dalej się rozwijać ale nie ma co płakać. 

Jutro obrona, więc słać dobrą energię w moją stronę!

czwartek, 27 czerwca 2013

27. I po rozmowie...

... bo to ona właśnie była punktem nr 1 w dzisiejszym rozkładzie dnia. Nie mogłam spać w nocy, wstałam wcześnie i czekałam do 11.30 jak na ścięcie. I co? Okazało się, że nie było tak strasznie, nawet trochę pożartowałyśmy z rekruterką i byłabym w sumie bardzo zadowolona gdyby nie to, że zadała mi w sumie tylko jedno pytanie po angielsku. I teraz siedzę i myślę: czy było naprawdę tak słabo? Czy olałam przez to całe swoje szanse? Wolałabym jednak, żeby zaprosili mnie jeszcze na rozmowę twarzą w twarz niż odrzucą mnie tak od razu, ale cóż... co ma być, to będzie - teraz w sobotę czeka nas obrona więc mam kolejne zadanie do skupienia się.

Dzisiaj spróbowałam dla odmiany KILLERA Ewy Chodakowskiej (nie wiem co mnie ostatnio wzięło na te "testy" ale może pewna stagnacja daje o sobie znać:)) Trening w sumie niezły, szczególnie podobałby mi się element cardio, gdyby nie marudzący sąsiedzi spod podłogi, którym zapewne przeszkadzam skacząc i pajacykując ;] Część elementów ćwiczeń znam już z innych treningów, tu szczególnie nie spodobało mi się ćwiczenie "boczków", przez podnoszenie tułowia do góry podczas leżenia na boku i podpierania się łokciem. Ja się zapytowuję: JAK się to robi?! ;] Reszta ćwiczeń bez podskoków, z przejściami, trzeba dbać o siebie mimo wszystko ;] No i stwierdzam po raz kolejny - mata potrzebna na zaraz, bo mi łokcie odpadną przy kolejnej desce ;/


Kupiłam dziś sobie w Biedrze pistacje!!!! Omnomononmononm :P

środa, 26 czerwca 2013

26. Fit-mamusia (chrzestna...:))

Tak, tak, moja rogata dusza przed czterema laty dorobiła się tego miana (jakimś cudem). Wybranek mój, ów czteroletni od dziś chłopczyk, zapytał tylko czy przy telefonie jest ciocia czy babcia po czym pohasał radośnie dalej męczyć siostrę, nie zaszczycając mnie nawet wysłuchaniem życzeń :) Zadania przekazania mu ich podjęła się matka :)

Siedzę dziś na tyłku i przykładnie uczę się a to trochę o firmie, a to trochę o tendencjach w rozmowach kwalifikacyjnych ogółem, a to trochę jeszcze odświeżam sobie język herbatopijców - angielski znaczy się :) Nie idzie to jakoś zadziwiająco źle, biorąc pod uwagę fakt, że ostatni raz czynnie używałam go jakieś dwa lata temu (o ile lekcje angielskiego na moim uniwerku da się zakwalifikować jako "czynną" naukę ;/). Przygotowałam sobie nawet wzory odpowiedzi, jako podpórkę na wypadek zżarcia przez stres. Kurczę... dawno mi tak na pracy nie zależało, ale też nigdy nie stałam wcześniej przed perspektywą rejestrowania się w urzędzie pracy w przypadku nie dostania jej ;/ Dlatego kto żyw, jutro o 11:30 trzymać kciuki i co tam chcecie i słać pozytywne wibracje do mnie i rekruterek co bym towarzystwo oczarowała :P

Dziś na wieczór zafundowałam sobie ponownie Total Fitness Ewy Chodakowskiej, z tym że nie z YT a zgodnie z płytką załączoną onegdaj do SHAPE. Uwagi w sumie podobne jak wczoraj - nie robiłam wyskoków przy ćwiczeniach z unoszeniem kolan, tylko po prostu statycznie przenosiłam je w górę. coś na kształt jaskółki, co pojawia się pod koniec płytki jest dla mnie po prostu niewykonalne ze względu na wielokrotnie wspominany tu brak równowagi ;] Staram się amortyzować wszystko mięśniami brzucha i spinaniem całej nogi ale i tak gibię się na wszystkie strony ;] Troszkę lepiej szło mi z rozstawionymi na boki ramionami, tak jak robiło się to na podwórku. Nie leżą też mi jakoś brzuszki robione od kompletnego leżenia do przytrzymywania kolan ramionami. Lepiej wychodziła mi modyfikacja Mel B, która odchylała się tylko w pewnym stopniu z wyprostowanymi plecami do tyłu. Wbrew pozorom własnie ta opcja mniej obciąża mi kręgosłup niż propozycja Ewy. 


Z braku czasu nie będę się rozwodzić nad resztą wrażeń na temat Total Fitness, ale kiedyś na pewno do nich powrócę, chociażby z woli wypróbowania postępów w rozwoju mięśni :P Wracam do nauki, adios!

wtorek, 25 czerwca 2013

25. Coś nowego na środę.

Znowu u siebie w domku. Choć wynajmowany, choć tylko jeden pokój tak de facto jest mój, to zawsze jednak jest powrót do "Czegoś swojego". Swoich śmieci, swojego bałaganu, swojej półki w lodówce i kubeczka w łazience :) Toruń od bardzo wczesnego rana spływa deszczem, i to dosłownie, bo dolało tak że w sumie nie przypominam sobie w ostatnim czasie podobnej ulewy, bo deszcze jakoś magicznie nas do tej pory omijały.  A dzisiaj nie dość, że ciśnienie kiepskie, to duchota nie ustąpiła pomimo opadu ani na krok. Ulewa wyśmiała wręcz moją parasolkę, więc TŻ zaoferował się, że podwiezie mnie do "pracy" (gdzie robię praktyki od listopada), bo byłam potrzebna a stwierdziłam, że jeśli za długo będę sama myśleć nad tym, o co w czwartek mogą mnie zapytać na rozmowie kwalifikacyjnej, to zeświruję;)

Dzisiaj spróbowałam pierwszy raz 6 minutowych treningów Total Fitness z Ewą. Powiem jedno - miazga ;]]Pisząc te słowa jeszcze spływam potem i to takim, którego przy SKALPELU nie uświadczysz. Zrobiłam dziś zestaw 8, 4, 3, 1 i 10 - dokładnie w tej kolejności :) Jednak nie wszystko było tak pięknie, jak robi to Ewa, nie myślcie sobie :) Po pierwsze: po raz kolejny uświadamiam sobie, że muszę zainwestować w matę, karimatę - cokolwiek, bo kocyk nie zda ni huhu egzaminu. Przy #1 robi się np. deskę - a na moich panelach, często już zroszonych kroplami potu, przedramiona po prostu mi się rozjeżdżają . Z kolei #3 i przeskoki w przysiadzie dają tak popalić mojemu kolanu, że od razu sobie odpuściłam hopsasanie i po prostu robiłam przysiady w miejscu. Z pewnością każdy z treningów jest bardzo intensywny i muszę chyba jeszcze "dojrzeć" do nich, ale raz na jakiś czas przecież spróbować nie zaszkodzi. Jutro więc chyba potulnie wrócę do SKALPELA ;]

Ej, patrzę na metamorfozy na wallu Ewy i aż zaczynam się powoli martwić, ze u mnie nie ma postępów :( Niby wiem, że każdy ma inny organizm i inne tendencje do tycia/chudnięcia, ale zazdroszczę i martwię się, że nie dojdę do takich rezultatów. Ech, no ale cóż, nie czas na zamartwianie się "a co będzie", bo ważniejsze rzeczy mam na głowie ;] A więc spadam się uczyć przed rozmową, życzcie mi powodzenia!

poniedziałek, 24 czerwca 2013

24. Pa-du,pa-du, pa-du i tak do upadłego;]

Dzisiaj króciutko - wymuszony dzień wolny, co oznacza, że do końca tygodnia czeka mnie ostra praca nad sobą. Powisiałam dziś trochę w truskawkach, trochę na słońcu wygrzewałam stare kości usiłując opanować "business english" (to na czwartkową rozmowę o pracę) i generalnie pomagałam teściowej w ogarnianiu domu. Nie miałam więc kompletnie dla siebie czasu, nawet rano, bo TŻ spał uporczywie i nie mogłam mu zacząć się rzucać z Chodakowską nad głową. nie jestem więc do końca z tego dnia zadowolona ;]

Plus taki, że TŻ wciągnął się w Grę o Tron i zaraz zabieramy się za dobranocny odcinek. Ściskam gorąco, do usłyszenia! 

niedziela, 23 czerwca 2013

23. Wymiary cz. 2 i "ta ostatnia niedziela..."

... jako studentka :D Nadchodzący tydzień będzie ostatnim w mojej karierze, więc lekka łezka się w oku mimo wszystko kręci :) Dziś na dodatek dzień ojca, choć mój akurat cały czas siedzi na dachu i "coś dłubie", według telefonicznych relacji mamy. W każdym razie życzenia przekazała krzycząc do niego tak, że ucho przy słuchawce prawie pozbawiła mi bębenka :) Ech, dobrze mieć rodzinę :))

Raniutko zrobiłam sobie SKALPELa, bo nie chce u teściów za bardzo skakać po podłodze, nie wiedząc czy mała Tosia przypadkiem nie śpi. A nie chcę zwracać na siebie uwagi, zwłaszcza dostając opierdziel ;] Poza tym w planach dnia pojawiła się jazda autem! I punkt tez został jak najbardziej zrealizowany, choć przy takiej ilości moich przekleństw i wyzwisk, że gdyby nie otaczające nas zewsząd pola, to z pewnością wywołałabym spore zgorszenie :) Dla jasności - to mnie uczy się jeździć, a konkretnie zadania tego podjął się mój TŻ, bo przez 5 lat posiadania prawka wprawy nie zdobyłam żadnej... Dzisiaj zrobiliśmy pewien progres - wyjechałam na szosę xD Trzeba jeszcze dla ratowania mojego honoru dodać, że jest to kwestia nie tylko doświadczenia, ale i ogromnego strachu, jaki odczuwam przy każdym środku komunikacji. Zdają sobie jednak sprawę, że umiejętność ta jest cennym atutem nie tylko w życiu, ale i w pracy, dlatego znalazła się wśród "do osiągnięcia" na ten rok. I tak też się stanie !:)

Przyszedł dziś do nas deszcz tak poza tym, i to dwa razy! Efekt nie był wielki, bo duchota w sumie nie opadła, ale chociaż zielenina dostała trochę pokarmu. 
Poniżej macie za to wymiary zdjęte dziś rano, widać spadek w kilku miejscach, choć nie jest to waga :P Ale wydaje mi się ciągle, że wizualnie i tak jest lepiej niż mogę wam to pokazać na cyferkach. Na razie za mną 3 tygodnie ćwiczeń, w sumie bez żadnej diety, bo ciągle pozwalam sobie na dużo. Na szaro macie zaznaczone wymiary, które pokazywałam Wam 9 czerwca, o TU.

waga: 73,5 kg / 73, 4 kg

biust - 95 cm / 92 cm (poprzednie wymiary zdejmowałam przed samym okresem, stąd pewnie różnica)
pod biustem - 87 cm / 82 cm
talia - 73 cm / 72 cm
brzuch - 88 cm  (na linii pępka) / 84 cm
biodra - 105 cm (najszersze miejsce, patrzyłam w lustro :P) / 103 cm
"boczki" - 95 cm / 93 cm
udo - 65 cm (jakieś 2 cm od krocza) / 64 cm
łydka - 38 cm / 38 cm 
ramię - 31 cm / 30 cm 

Pozostaje więc zacisnąć zęby i trenować dalej, aż te cyferki będą dużo, dużo niższe :)) Miłego wieczora! 

sobota, 22 czerwca 2013

22. Ósmy dzień tygodnia, czyli urodziny teściowej :)

Na wstępie zaznaczam (i to nie tylko dlatego, że TŻ do mojego bloga dostęp zna i czasami zagląda:)), że teściową moją przyszłą lubię niezmiernie i w pewnym sensie już od jakiegoś czasu w myśli traktuję jak rodzinę :) Po drugie zaznaczam, że jeśli dochowam się trójki dzieci i d żadnego na urodziny nie dostanę prezentu a maks na co się zdobędą to zdawkowe życzenia przy śniadaniu, to nawet śniadania tego dnia mogą nie dostać. Koniec, kropeczka :)

Dzisiaj obudziłam się, a właściwie obudzono mnie o nieboskiej godzinie , czyli 5.28. Plus jedyny z tego był  taki, że o 6.00 zaczęłam trening (dzisiaj SKALPEL poszedł) więc jeszcze przed godziną 7 byłam "załatwiona". Dzięki temu największy upał mogłam spędzić w ogródku, w cieniu drzew ;] Tak jak wczoraj przedwczoraj przy ćwiczeniach z Mel B nie czułam w ogóle lewego kolana, o którego bólu wspominałam, tak dzisiaj znów się odezwał. Wskazuje to niestety albo na zmodyfikowanie ćwiczeń albo skupienie się bardziej na zestawie Totally Fit niż na Skalpelu. 

Dzień na wsi kocham przede wszystkim dlatego, że jeśli nie muszę robić czegoś przed komputerem to zawsze mogę jakoś pożytecznie zagospodarować czas na zewnątrz,  łykając jednocześnie porami skóry piękną pogodę i słoneczko. Dzisiaj naprawdę mi się podobało zrywanie mlecza dla małych "kjójików", nalewanie kurczakom wody czy zwykłe prowadzanie się z kotem na spacer wzdłuż drogi :) Fakt faktem, później wczesna pobudka odbiła się na mnie, zwłaszcza że organizm doznał "szoku tlenowego" i starając się czytać materiały na czwartkową rozmowę rekrutacyjną o mało nie zasnęłam. Zawlokłam się na piętro i tam pogrążyłam w drzemce na jakąś godzinkę :)

Mierzyłam się też dzisiaj rano, ale że piszę notkę o dość późnej porze, więc obiecuję wstawić wymiary jutro i wyciągnąć jakieś wnioski. Zwłaszcza, że potrzebuję asystenta do zrobienia zdjęć efektów po 3 tygodniach ćwiczeń:P


Zaczęłam od urodzin teściowej, więc i na nich skończę: na liście dzisiejszych grzechów jest przepyszna kiełbaska z urodzinowego ogniska i piwko :D A co mi tam, należało się :] 

21. Moralniak wieczorową porą.

Piszę w imieniu piątku, choć już sobota zegarowo wybiła :) Mamy lato, z racji woli astronomów więc byłyby powody do radości gdyby nie to, że dzisiaj w mieści można było po prostu zdechnąć. Nie wiem jak radzi sobie z tym południe kraju, ale ja siedząc dzisiaj przez 8 h na szkoleniu myślałam że wyjdę z własnej skóry i usiądę obok. Budynek starej daty, z czerwonej cegły, teoretycznie genialnie powinien regulować temperatury. I co? Guzik. Odklejałam regularnie koszulę od pleców ;/ 

Po tym wstępie przejdę do meritum - dzisiejszy dzień samoistnie okazał się być dniem wolnym, ponieważ po skończonym szkoleniu prędziutko wróciłam do domu, dopakowałam się a potem prawie godzinę jechaliśmy krajówką w genialnym korku do rodziców mojego TŻ. Bajka normalnie, nie wiem kto normalny z gdańskimi tablicami jedzie w kierunku Warszawy na weekend i czego tam szuka, ale ok, jest wolność w tym kraju :))

Po przyjeździe z automatu wpadłam w truskawki (moje pierwsze w tym roku), nazbierałam dwie kobiałki, wyprostowałam plecy, stwierdziłam że w sumie dobrze byłoby coś zjeść drugi raz tego dnia  (tak 18:00 lekko była) i zaraz jak zdążyłam przełknąć połowę tej obiadokolacji przyjechali sąsiedzi z wizytą. No i własnie po niej jestem, tej wizycie :) Domowe wino, opowieści, piękne klimaty :) Czasu na ćwiczenia wiec po prostu brak, ale odrobię, odrobię :) 


Aaaaa, zadzwonili do mnie z ofertą pracy :P Tzn z pytaniem o kolejny etap rekrutacji ale to i tak dobrze ;] W najbliższy czwartek będę miała korpo-konferencję (45 minut na telefonie), więc mam chwilę czasu na przygotowanie się. A póki co- dobranoc!:)

czwartek, 20 czerwca 2013

20. Trolololo :P

Po pierwsze: gorąc straszny. Pojechałam na stare miasto z samego rańca, żeby załatwić fotografa zanim słońce do reszty roztopi chodniki a moja czarna sukienka ściągnie całą tą radość na siebie. I tu pierwszy plus dzisiejszego dnia: zrobiłam zdjęcia do dyplomu, jestem bardzo zadowolona; lubię móc spojrzeć na swój wizerunek i szczerze, bez czarowania powiedzieć "ej, jest z ciebie laska!":P Kwestia oczywiście też dobrego fotografa, gdybyście takowego szukali to z ręką na sercu od kilku lat polecam pana Sumińskiego na ulicy Kopernika, nigdy wcześniej nie spotkałam profesjonalisty na tym poziomie, a zarazem człowieka bardzo miłego:)

Po drugie, wiecie dobrze co tygryski lubią najbardziej?;] Zakupy! ;] Odkryłam to zło w sobie całkiem niedawno, ale jest i drzemie i czeka aż poczuję że mam "nadmiar kasy. Tyle, że nie poluję na ubrania. Lubię kupić coś z kosmetyków, coś do kuchni (np. nową patelnię xD) czy cokolwiek "przydatnego" na co jest akurat promocja;] Dzisiaj weszłam do Rossmana i zakupiłam, o dziwo, lakiery do paznokci ;] Piszę " o dziwo" bo jestem straszną niezdarą jeśli chodzi o malowanie pazurów, nie mam wprawy, doświadczenia, w ogóle kiepska jestem w tych dziewczyńskich sprawach :)) A tu proszę, takie szalone kolorasy nabyłam:


lakiery colorama


Co więcej, nawet pobawiłam się trochę i teraz mam co drugi paznokieć inny :)  Idę jutro na kolejne szkolenie z EFS więc zrobię furorę wśród pań z ZUS i rektoratu xD 

O, i kolejny zakup :P Miarę krawiecką własną,moją jedyną kupiłam :) Nie ma wiec teraz wymówek i basta! Ale zmierzę się jutro albo w sobotę rano bo akurat miną trzy tygodnie "aktywnego życia" ;] Nie spodziewam się jakichś widocznych efektów po tak krótkim czasie, ale nie ukrywam, że byłoby miło :P

Dzisiaj zamiast SKALPELA zrobiłam cały zestaw ćwiczeń Totally Fit z Mel B i powiem wam że po godzince, zwłaszcza przy tej temperaturze, po prostu ze mnie cieknie. Nie wiem w sumie czy nie powinnam częściej sięgać po ten trening bo świetnie czuję teraz pupę i mięśnie brzucha w o wiele większym stopniu niż po ćwiczenaich z Ewą. No i nie bolało mnie dziś tak kolano. Pożyjemy, zobaczymy, powoli jednak zaczynam być z siebie dumna :) Wspomniane pośladki robią się hmm no robią się wypełnione przez mięśnie ;D To fajne odkrycie, naprawdę ;] 
mel b totally fit


idę wciąć jakąś zieleninę na dobranoc, pozdrowienia! :)

środa, 19 czerwca 2013

19. Oprawiona i zaprawiona w boju :)

Jupikajej, mam przed sobą tomiszcza własnych wypocin, które pozostawią po mnie wiekopomny naukowy ślad, wspomnienie itd. :) Bajdurzę oczywiście o magisterce. Dwie obowiązkowe kopie plus jedna dodatkowa na "wazelinę" ;] Niech i rodzice coś mają z tej mojej edukacji, choćby jako wypełnienie półki :) 

Toruń dziś po prostu zieje gorącem, idąc chodnikiem czuje się dosłownie jak słońce wdziera się w pory ciała i wywołuje natychmiastową opaleniznę. Odważaniacy, którzy dzisiaj w lasku przy kampusie leżeli plackiem, wieczorem pewnie będą poszukiwali maślanki ^^ Bardzo przyjemna to odmiana po tylu miesiącach zimna, nie powiem, ale organizm musi się przyzwyczaić. Przy dzisiejszym SKALPELU pot dosłownie zalewał mi oczy a woda ucieka z butelek jak na Saharze. 

Spędziłam dziś też dwie godzinki u fryzjera :) Trochę zeszło, TŻ siedział w domu i nie mógł się doczekać, a tu nie tylko strzyżenie ale i farbowanie się nadarzyło :) A skoro robimy po całości, to dorzuciłam do tego brwi i hennę xD Pierwszy raz ktoś mi niwelował te uporczywe włoski za pomocą wosku o.0 bolało mniej niż pęseta, ale może to ze strachu xD A co, jak się bawić, to się bawić! Teraz jestem zadziornym a'la rudzielcem z wyraźniejszym spojrzeniem. "Lubię to!" :P 



Nie wiem co takiego jest takiego odprężającego w zmianie fryzury, ale niewątpliwie jest. Raz na jakiś czas uwielbiam zrzucić trochę włosia i powiedzieć fryzjerce "szalej, szalej!" xD To swoiste katharsis pozwala na siebie spojrzeć z zupełnie nowej strony :)

Nadal nie kupiłam nowego karnetu na fitness, ale zastanawiam się ciągle czy opłaca mi się, skoro na około tydzień mam zamiar wyjechać. Ciężka sprawa te "pieniąse" :P

wtorek, 18 czerwca 2013

18. Na oko pozytywnie :)

Jutro najpewniej magisterka idzie do druku, więc jestem na dobrej drodze do ukończenia tych studiów ;] Dzisiaj próbowałam "zgubić" legitymację, ale nasza pani z dziekanatu stwierdziła, że niepotrzebnie wpłacałam kasę na duplikat, bo ona i tak do grudnia (rozdanie dyplomów) nam legitymacji zabierać nie chce o.0 Więc muszę teraz złożyć podanie o zwrot kasy i będę żyła po studencku przez wakacje. Niech no tylko któryś spróbuje jojczyć na kobiety z naszego dziekanatu, to takiego malkontenta własnymi "ręcami" ubiję!:P 

SKALPELEK dzisiejszy odrobiony. Z jednej strony, napadają mnie czasami takie chwile znużenia ("a może coś innego, a może zmodyfikować, a może to odpuścić sobie" itd.), ale z drugiej strony chcę potraktować tez zestaw jak swego rodzaju wyzwanie, które mogę zacząć robić znacznie rzadziej dopiero, kiedy uznam że opanowałam go w stopniu bardzo dobrym. Chcę się w ten sposób obronić przez ciągłym próbowaniem czegoś nowego, bez należytego przyłożenia się do jednego chociaż treningu. Naturalnie, próbuję nowych rzeczy, tak jak zmierzyłam się ze SKALPELEM II (ciągle ciepło to wspominam xD) i Mel B. Byle nie za często, bo się rozleniwię :P

fitness motywacje
W weekend może dokonam pomiaru, ale muszę się podzielić obserwowalnymi zmianami - mam coraz ładniejsze łydki :D  Nigdy nie miałam małych łydeczek, ale też nie są to wielkie "balerony" jakie posiada mój tato (pozdrowienia!:P), moje są po prostu nijakie, bezkształtne, ze sporym zapasem tłuszczyku. A ostatnio, zwłaszcza w trakcie ćwiczeń aż lubię na nie patrzeć :) Naciągające się mięśnie nadają im wreszcie jakiś kształt  a przez to wyglądają o wiele bardziej kobieco i delikatnie. Zobaczymy co będzie po kilku miesiącach :)

Nie obejdzie się też jednak bez kilku minusów. Zauważam od kilku dni, że mam problem z lewym kolanem. Zwłaszcza podczas ćwiczeń, na które narzekałam wczoraj, zaczyna szwankować.  Wydaje się drżeć bardziej niż prawe i "trzeć", bo nie jest to skrzypienie, ale ból podczas większego obciążenia (np. gdy "schodzę" pupą w dół). Ostatnio chciałam się nawet pochwalić, że właśnie przez ćwiczenia pozbyłam się bólu w stawach, a tu klops. Trzeba jeść więcej galaretek czy coś innego polecacie?

poniedziałek, 17 czerwca 2013

17. Sauna zaliczona! :P

Nie dosłownie oczywiście, bo nie miałam jakoś okazji zakosztować tej formy relaksu, ale sezon sauny w komunikacji publicznej uważam za szumnie rozpoczęty! Jak już wczoraj wspominała, pozostały mi do ogarnięcia w sumie tylko organizacyjne sprawy w związku ze studiami, ale ta cholerna biurokracja wymaga jednak najeżenia się po całym mieście. A że mój termometr pokazuje  dziś 25 stopni w cieniu to przejażdżka autobusem była naprawdę koszmarkiem. Wychodzi w takim okresie zmyślna wyższość starych Jelczyków nad nowymi solarisami, które i tak klimy nie mają, ale za to znacznie mniej mikroskopijnych okien. Efekt taki, że duszno :)) Rozliczyłam się ze wszystkich wypożyczonych książek przynajmniej, a było tego parę kilo, więc i ręce doznały nieco obciążenia :)
fitness motywacje

Jestem po SKALPELU, ale jakoś tak z ociąganiem, przynajmniej początek mi szedł. Chyba bardzo powolna rozbudowa mięśni ud mnie zniechęca, bo nie potrafię za Chiny Ludowe ustać w przysiadzie tyle, ile by chciała Ewka. No nie idzie, nie idzie i kij. Po drugie na razie odstawiam na bok wchodzenie na pięty przy ćwiczeniu w szerszym rozkroku, bo nie idzie mi to w tedy zupełnie. A tak to przynajmniej zejdę biodrami do poziomu kolan, wrócę z powrotem i wzmocnię uda, zamiast skupiać się na chwianiu przy staniu na samych palcach :) Nie wiem, czy sama autorka treningu by to pochwaliła, ale idę za instynktem i obserwacją własnych możliwości. 

Piję wodę jak smok, tak na marginesie :)) Już i tak wystawiłam dzbanek Brity, żeby nie kupować tyle plastików, ale  i tak woda magicznie znika ;] Wyczaiłam gdzieś w Carrefourze taką pompkę do baniaków 5l , może byłoby to bardziej ekologiczne rozwiązanie niż kupowanie całej zgrzewki. 

niedziela, 16 czerwca 2013

16. Wolne!

Absolutnie wolny dzień dziś nastał :) Ale po pierwsze: należało mi się, bo minął już tydzień od ostatniego DW a po drugie skończyłam dziś magisterkę!!!!! :D Więc chyba sama ulga z tego powodu może się liczyć jako wysiłek fizyczny ;]

Poza tym cóż ciekawego? Zaliczyliśmy mały spacer nad Wisłę (żal było pięknego pogody) i posiedzieliśmy trochę na skarpie obserwując budowę nowego mostu. Złapałam więc odrobinę witaminy D, co też jest przecież niezwykle dla organizmu ważne :)

Niedziela poza tym jest baaardzo grzeszna jeśli chodzi o pochłaniane jedzenie, ale nie będę się rozpisywać na ten temat, co by nie wzbudzać w sobie poczucia winy (to ono najbardziej podobno tuczy:P) ani żeby nie robić Wam smaka :D 
dobry humor to podstawa


Od jutra jednak wracamy do ciężkiej pracy nad sobą i nad zakończeniem mojego okresu studiów (obiegówki,  wydruk, oprawa, zdjęcia itp.). Jestem poza tym cała w stresie, bo mój nowy współlokator jest nie tylko ekscentryczny, ale po prostu... dziwny. I przyznam, że działa to na mnie odstraszająco. Zastanawiamy się na razie czy po prostu nie powiedzieć mu "sayonara" zamiast się zastanawiać, jak przy związkach "czy się dotrzemy?", bo kurna, jakoś nie mam ochoty tracić sił i pozytywnej energii na pajaca... ARGH! Jeszcze się podkurzyłam na koniec :P 

Branoc!


sobota, 15 czerwca 2013

15. Słońce na niebie, słońce na twarzy :)

Uśmiech się! :) Przy takiej pogodzie nie sposób przecież nie poczuć kopniaka energii i przypływu dobrego humoru. No chyba, że ma się do zrobienia tonę rzeczy przed kompem... ale wszystko jest do przejścia :) Może po południu wybierzemy się w plener z TŻ i znajomymi ze studiów. Została mi sama dłubanina przy tekście magisterki, ogólna redakcja, ale trzeba się wziąć spiąć i to zrobić bo jak zwykle będzie leżało i kwiczało w oczekiwaniu na deadline :)


let's be happy

Poszłam na 10 do klubu bo została mi ostatnia godzinka na karnecie w tym miesiącu, no i tym samym trafiłam na zajęcia inne niż dotychczas. Co więcej, do innej trenerki. Ania jest jak najbardziej osobą super sympatyczną, uśmiechniętą, widać że z niektórymi stałymi bywalczyniami ma bardzo dobre kontakty, ale... No właśnie "ale". Nie chcę wpadać w pułapkę oceniania po pierwszym razie, ale nie poczułam tego jakoś. Nie wiem czy Wam to kiedyś wytłuszczałam, ale koordynacja ruchowa nie jest moją najlepszą stroną :) Ba, to i tak bardzo eufemistycznie powiedziane. Na pierwszym TBC też potrzebowałam chwili, żeby wbić się w rytm i zacząć wykonywać polecenia poprawnie. Ale tu... za dużo jak na mnie było ćwiczeń w jednej sekwencji :) Opisałabym Wam jak to wyglądało, tylko ciągle nie władam sprawnie nazwami konkretnych ćwiczeń, dlatego bardzo chaotycznie taki opis pewnie by wyglądał :) W efekcie byłam zmęczona w 60% tego czego doświadczam na TBC z Justyną, bo momentami tylko zawieszałam się patrząc w lustro żeby załapać co i w jakiej kolejności robi trenerka. Czyli przerwy, przerwy, przerwy. Myślicie, że to tylko kwestia pierwszego razu czy też mieliście doświadczenia z trenerami, którzy Wam po prostu "nie leżeli"?

Mam dzisiaj jednak dobry humor :) Trzeba go pielęgnować i podtrzymać, bo to jednak bardzo krucha konstrukcja :P


P. S. Banały, banały - ale uwielbiam uczyć się nowych rzeczy ;] Wczoraj zainstalowałam na blogu widżet LinkWithin, dzięki któremu pod postami wyświetlają się propozycje wcześniejszych notek do przeczytania. Mała rzecz a cieszy :) Zastanawiałabym się nad wprowadzeniem tego do mojego reklamowego bloga, jednak najpierw muszę ogarnąć ten jego dynamiczny układ, który mnie niepomiernie wkurza. Może i wygląda  to nowocześniej, ale jest według mnie cholernie niedopracowane i tym samym wadliwe.

piątek, 14 czerwca 2013

14. Dwa tygodnie za mną!

Mamy dziś 14 czerwca, więc jest okazja do małego świętowania ;] Naprawdę małego, bo przecież niby ile znaczą te dwa tygodnie, ale uwierzcie mi - nigdy, ale to nigdy nie wytrwałam tak długo w postanowieniach związanych z aktywnością fizyczną. Miałam co prawda jeden dzień przerwy, ale regeneracja mięśni też jest ważna, więc nie uważam tego za dzień stracony ;] Poza tym - każdego dnia coś ćwiczyłam. Na koniec miesiąca wstawię tu Wam "kartkę z kalendarza", żebyście zobaczyli jak wyglądało te moje 30 dni męczarni ;] (żartuję, to że robię coś ze sobą sprawia, że jestem z siebie dumna ale co ważniejsze - że się bardzo dobrze czuję!)

Udało mi się dzisiaj zakończyć podsumowanie pracy magisterskiej, więc jeszcze tylko machnąć wstęp i przeprowadzić ogólną redakcję! Wiem, że ta kolejność może dziwić, ale każdy promotor ma swoje reguły, a nasz Roman tych reguł ma akurat sporo :D Poza tym, jeśli chodzi o sprawy pozafitnessowe, to wycofałam się z rekrutacji do firmy, która proponowała mi 6 m-cy stażu z urzędu pracy. Brzmi może na wstępie szaleńczo, ale primo - nie była to moja branża, secundo - za 8 stów to ja nie tylko bym się odchudziła, ale też i wygłodziła , no i tertio - do tych ośmiu stówek dorobić legalnie nie można ;/  A że łapię czasami jakieś drobne lub większe zlecenia to kompletnie, kompletnie nie rozumiem całej PUPowskiej ideologii. Teraz więc włączam tryb codziennego przeszukiwania ofert i nastawiam się na wiarę, że świat straci jeśli mnie nie odkryje :))

W klubie byłam dziś znowu na stepowym TBC i choć są to zajęcia cholernie męczące, to chyba je polubiłam najbardziej ;] Justyna wprowadziła dziś kilka nowych ćwiczeń, więc było ciekawie. Muszę chyba jednak przestać robić końcowe brzuszki na stepie, tylko na płaskiej podłodze bo mam wrażenie że kręgosłup boli mnie jednak bardziej niż po ćwiczeniach w domu. I choć to już mówiłam  to podkreślę raz jeszcze - moje ramiona powinny należeć do komara sądząc po ich wytrzymałości i sile, choć rozmiar mają taki że zawstydzają niejednego faceta xD Trenujemy z kilogramowymi hantelkami co prawda, ale przy piętnastym podniesieniu ich nad głowę przy wejściu na step mam ochotę pizgnąć się nimi w głowę ;]] Ale nie, trzeba walczyć, bo...

Badabum, tsss...
xD

Do jutra!

czwartek, 13 czerwca 2013

13. Czwartek zalatuje szczawiem :P


Wczoraj pierwszy raz od dłuuuugiego czasu wybraliśmy się z moim TŻ na miasto, spotkać z przyjacielskimi twarzami. Choć wiem, że nie powinnam, że kaloryczne itd. ale piwko w NRD weszło mi jak woda :D Piękna pogoda, ławeczka na patio i dobry browar ze spritem to było to czego mi było trzeba ;] Potem obraliśmy jeszcze kurs na Krajinę Piva, żeby rozsmakować się w jakichś rzadszych trunkach i tam z kolei po raz enty chwaliłam zalety Browaru Kormoran. Zwłaszcza Wiśniowy przypadł mi do gustu, mniam. Żeby tylko nie wchodziło to wszystko tak bardzo w brzuch ;/ Ale! Po zdanej sesji i raz na ruski rok się nie liczy.


Z braku pomysłu na obiad zajrzałam do zamrażarki i nie znajdując w niej nic co mogłoby mnie naprędce uratować (np. zestawik warzyw na patelnię), wzięłam się za zupę. Informowałam Was jakiś czas temu o mojej wyprawie do hipermarketu i owocnym polowaniu, z których wróciłam naprawdę czując się nieco jak starszy łowczy :) Odgrzebawszy indycze porcje rosołowe i kawałek łopatki zawarzyłam na tym szczawiówkę <ślina...>. Szczaw jest pięknie zasłoiczkowany jeszcze od ubiegłego lata, kiedy to wywiozłam go łupieżczo z domu mego rodzinnego i sprawia mi zawsze dużo frajdy odkrycie któregoś z nich w szafce kuchennej. Niektórzy nie lubią, gdy jakieś zielone farfocle pływają im w talerzu, mnie to akurat w przypadku szczawiu nie przeszkadza ;] Mięsko odłożone zostało na jakieś inne spożytkowanie (gotowane w zupie jest pyszne, choć za małolata nie byłam taką jego zwolenniczką), zupa z jajkiem sama w sobie jest już i tak wystarczająco syta.
fitness motywator

Dość późno jak na mnie, ale dopiero co skończyłam SKALPELA. Naprawdę, ciągle mam ogromne problemy z udami, które przy przysiadach zmuszają mnie do rozprostowania ich chociaż na chwilę, bo inaczej chyba by eksplodowały ;] Ale wszystko przede mną jeszcze, więc walczymy, walczymy, nie poddajemy się ;] Mam też wrażenie, że po wczorajszym "zatruciu" organizmu alkoholem, dzisiaj podczas ćwiczeń pociłam się dużo mocniej. Najpewniej sam oczyszcza się z nadmiaru toksyn ;]

Walczę dalej z magisterką, bleh...

środa, 12 czerwca 2013

12. There's no future, motherf*cker!

Ekhm.. pragnę usprawiedliwić powyższy tytuł kompletnym dołem egzystencjalnym, w którym spotykają się na rozdrożu kwestie zakończenia szkoły, poszukiwania pracy, stażu - czegokolwiek. Magisterka przyprawia mnie o dreszcze, ale wizja bezrobocia lub utrzymywania się z czegoś czego nienawidzę - mdłości. Byłam dziś na rozmowie kwalifikacyjnej związanej ze sprzedażą, co nie jest moim ulubionym zajęciem, a na pewno nie życiowym targetem, ale jak mówi ludowe przysłowie "lepszy rydz niż nic". Zwłaszcza, że choć mniej, to jeść jednak trzeba a mamusia z tatusiem finansowy kurek zakręcą jak Ruscy gaz. No i się miotam psycho-patologicznie czy brać co popadnie czy może szukać głębiej a dokładniej i osiąść w miejscu, do którego pasuję. No nie wiem, nie wiem, ale jest lekko depresyjnie :(

W ramach tego stanu emocjonalnego nawet SKALPEL wyszedł mi jakiś koślawy, zrobiłam bo zrobiłam, ale z takimi ruchami i takim, kur*a uśmiechem albo jego brakiem właściwie, że szkoda gadać. Ciśnienie niby wskoczyło oczko wyżej, krew ładnie krąży ale te magiczne endorfiny gdzieś chyba spieprzyły przede mną w obawie bezczelnego ich niedostrzeżenia. 

Najważniejsze jednak, że z ociąganiem i brakiem motywacji, ale w końcu pełny trening zaliczyłam i to jest pozytyw dnia dzisiejszego. Zaraz muszę ogarnąć tyłek i przysiąść do magisterki, to może chociaż jedna zmora przepadnie. Głowa do góry, Zfieszaku!

P.S. Obiecywany wczoraj film z Mel B jednak nie dał rady się załadować na YT, widać duże gabaryty przeszkadzają nie tylko ludziom ;]Szukam innego rozwiązania.

wtorek, 11 czerwca 2013

11. Bliżej, coraz bliżej

Dziś postanowiłam wprowadzić innowację i po raz pierwszy przeszłam trening z Mel B. Co prawda o części z moich ćwiczeń powiedzieć "przeszłam" to  akurat trafne stwierdzenie, bo mięśnie się buntowały ;] Szczególnie ramiona - te to mam wątlutkie, oj wątlutkie. Tak jak na TBC dostaję śmiechobólów przy wielokrotnym podnoszeniu ciężarków tak było i tym razem - tyle że z Mel B korzystamy z butelek z wodą. W moim przypadku dwie Cisowianki bolały nawet bardziej niż fitnessowe ciężarki :)

Jakie wrażenia? Po pierwsze rozumiem dziewczyny, które widza podobieństwa między treningami Ewy i Mel B. Ok, są elementy podobne, wręcz takie same (unoszenie bioder przy leżeniu na plecach np.), ale po treningu Ewy czuję się zupełnie inaczej niż dzisiaj. Raz, że ćwiczyłam trochę dłużej (posklejane filmiki "Spajsetki" zajęły mi ok. 1h 20 min, a dwa że rytm ćwiczeń i angażowane mięśnie są jednak trochę inne. Po Skalpelu czuję głównie ból mięśni z przodu uda (kiedyś już o tym pisałam), co związane jest z licznymi przysiadami i półprzysiadami. Po dzisiejszych ćwiczeniach z kolei poczułam tył ud i znacznie bardziej pośladki niż przy ćwiczeniach z Ewką. 

Poczucie humoru Mel B rzeczywiście jest zaraźliwe, ale jak na pierwszy raz z jej instruktażem, to szczerze mówiąc zaczynało mnie to aż nieco denerwować ;]  Ruchoma kamera i niezbyt rozbudowane opisy ćwiczeń niezbyt mi sprzyjały, gubiłam się (żeby lepiej wczuć się w moją skórę wyobraźcie sobie wąski pokój - na biurku stoi laptop z filmem a ja leżąc na podłodze niezdarnie próbuję lukać co akurat na ekranie robią :P).

Nie będę podejmować wyboru, który z zestawów jest lepszy lub gorszy - uznaję, że każdy ma swoje "coś". Przyznam też, że do SKALPELA po prostu zaczynałam się przyzwyczajać powoli i nie ukrywam, że chyba przez to czuję się w nim lepiej.  

Na razie wgrywam też film, przy którym ćwiczę, na YT - może Wam też się przyda ;] Podrzucę linka później. 

poniedziałek, 10 czerwca 2013

10. Ruszamy z nowym tygodniem

Dziś nie będę się rozpisywać, bo jak już wspominałam, mam jeszcze kilka traktatów do wykucia na jutrzejszy egzamin. Na poprawę pracy moich szarych komórek zaaplikowany został właśnie SKALPEL i muszę przyznać, że od kilku dni nie czuję żeby robiło się łatwiej. Dam sobie jeszcze ten tydzień na obserwacje, może to tylko chwilowa bariera. 

Duszno jest niemiłosiernie kolejny dzień, pomimo solidnej burzy która nawiedziła nas w nocy i błyskała po oknach. Ćwiczenia w takich warunkach, zwłaszcza moim kiszkowatym pokoju, są naprawdę trudne do wytrzymania bez dania sobie chwili przerwy. Woda znika z zasięgu moich rąk w mgnieniu oka, co oczywiście ma pozytywny wpływ na mój organizm, choć jestem częstszym gościem w toalecie ;] 

Na dodatek mój rodziciel ma dzisiaj urodziny - 49. urodziny dodajmy ;] A jako córeczka tatusia, pierworodna i w ogóle największa nadzieja rodziny muszę zaraz chwycić za telefon i przesłać mu parę ładnych endorfin, którymi się własnie napakowałam ;] Wazelina to podstawowe spoiwo najmniejszej komórki społecznej, jaką jest rodzina! :D Ojciec, który najchętniej widziałby mnie w mundurze, też pewnie będzie zadowolony że działam coś w zakresie poprawy kondycji. Tyle radości niech ma chociaż ze mnie :)


P.S. No, może nie jestem ani "już" ani "jeszcze" little, ale wiecie jak to jest z naszymi ojcami :) 

niedziela, 9 czerwca 2013

9. Wymiary cz.1

Niedziela pod Toruniem jest wprost nie-ziem-ska! Słońce, lekki upał wręcz, brak chmurek - w porównaniu z resztą kraju, zwłaszcza ze stolicą, istna bajka. Zakończyłam własnie SKALPEL w tych nieco odmiennych od własnego kąta warunkach i nie było najgorzej. Poza tym, że wspomniana pogoda rzuciła mi się gęstym potem na twarz i resztę ciała. Aż mój TŻ (pozdrawiam dziewczyny z Wizażu!:P) jakoś wzbraniał się przed objęciem mnie :D Czyli krótko mówiąc : jest MOC! Menstruacja jakoś wyjątkowo nie jest dokuczliwa w tym miesiącu - może czas uwierzyć w to, że aktywność fizyczna jest lepszym lekarstwem na bóle niż tabletki?

Humor dopisuje, łyknęliśmy trochę świeżego powietrza i witaminki D starając się uczyć na osłonecznionej huśtawce :] Muahahaha, "starając się" - dokładnie! ;] 

Jakoś tak nieudolnie co prawda, ale jednak zmierzyłam się po raz pierwszy. Minął już co prawda równo tydzień moich ćwiczeń (pomijać wczorajsze wolne), ale nie podejrzewam że dużo przez ten czas straciłam.

Przystępując więc do rachunku sumienia:

waga: 73,5 kg

biust - 95 cm (mierzyłam na linii sutków)
pod biustem - 87 cm
talia - 73 cm
brzuch - 88 cm  (na linii pępka)
biodra - 105 cm (najszersze miejsce, patrzyłam w lustro :P)
"boczki" - 95 cm 
udo - 65 cm (jakieś 2 cm od krocza)
łydka - 38 cm 
ramię - 31 cm

Wzrostu nadal mam 174 cm :] Nie wiem do końca czy dobrze to wszystko pomierzyłam, nie odczytałam czy taśma ma być w miarę luźno na ciele czy powinna być ciasna, byle się nie wpijała? - nie wiem szczerze mówiąc. Może nabiorę wprawy i doczytam do następnego razu. Macie jakieś wskazówki odnośnie tego, jak często się mierzyć i ważyć?

Zrobiliśmy też kilka zdjęć "na wieczną pamiątkę" tego kształtu ciała, jakiego mam zamiar się pozbyć. Na razie może jednak powstrzymam się i wrzucę razem z jakąś większą relacją z postępów.

Słońca życzę i z okazji jutrzejszego poniedziałku - głowy i pupy do góry! ^^

sobota, 8 czerwca 2013

8. Wolna sobota

Dosłownie. Wybór dnia odpoczynku dla mięśni narzucił się sam, bowiem kolejny radosny cykl zaczął mi się zacząć właśnie dzisiaj, a jak już wspominałam jestem wtedy lekko mówiąc nie do życia. Obserwując relacje dziewczyn, które ćwiczą już trochę i dbają o zdrową dietę, wierzę że i mnie za parę miesięcy będzie trochę łatwiej. Okresy są podobno mniej bolesne i krótsze, nie powiem - byłoby miło :) A ja należę do dziewczyn, którym natura daje się pod tym względem tak bardzo we znaki, że z chęcią zobaczyłabym jakąś zmianę. Chociaż, gdyby tak się zastanowić, to pomimo wszelkich niedogodności, dałam sobie dziś radę bez faszerowania się przeciwbólami. Może jednak jest jakiś progres?


Dzień lenistwa
Ale żeby nie było, że całkiem przeputałam sobie dzień to dodam na usprawiedliwienie, że w kilku seriach zrobiłam koło 100 brzuszków (jeśli się nie przesadza, to nawet pomagają na ból  menstruacyjny, wg mnie przynajmniej) i jakieś pół godziny spacerowałam z 9-ciomiesięcznym bobo na rękach :)) Słodki ciężar, ale daje popalić bicepsom.

Aktualnie buszuję też po internetach w poszukiwaniu cud-kremu na istniejące rozstępy. Przy okazji ćwiczeń rzuciły mi się w oczy, a skoro mam zadbać o swój wygląd, to wypadałoby też zająć się tymi maleństwami. Ba, żeby tylko maleństwami... Moje szkaradztwa pochodzą połowicznie z szybkiego wzrostu w okresie dojrzewania i pewnie w większej części z tycia. Mam więc problem na udach (największe!) i na łydkach. Jeśli możecie coś polecić, będę bardzo wdzięczna. Na razie mam upatrzonego Palmersa, ale może ktoś ma wypróbowany inny specyfik?

Uczę się do ostatniego egzaminu na studiach i marzę, żeby wreszcie mieć to za sobą. Naprawdę, wolałabym już chyba zrobić sobie SKALPELA :)) A póki co, zawijam żagle w kierunku wspomnianej edukacji, i zacznę kombinować gdzie jutro zakamuflować się z ćwiczeniami przez teściami, żeby się nie przestraszyli :D
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...